Istotą poniedziałkowej sesji miało być potwierdzenie istotności wsparcia na poziomie 1115 pkt. dla indeksu WIG20. Przebieg notowań potwierdził istnienie w tym miejscu raczej iluzorycznej strefy popytowej, choć na pełną ocenę jej wiarygodności jest jeszcze chyba za wcześnie.Powszechną uwagę zwraca ostatnio silna analogia aktualnej sytuacji technicznej WIG20 do tej z przełomu marca i kwietnia. Jednak podobieństwu samego wykresu towarzyszą niemal same różnice, zwłaszcza w warunkach okołorynkowych, obowiązujących wówczas i obecnie. Wzrost z początku kwietnia zainicjowany został tuż po drugiej tegorocznej obniżce stóp przez RPP, a otoczenie makroekonomiczne giełdy miało raczej neutralny charakter. Z kolei budowanie dołka w końcu lipca przebiegało w trakcie m.in. dramatu powodzi, oczekiwania fatalnych wyników kwartalnych spółek oraz silnych spadków na Zachodzie, co w sumie tworzyło wrażenie nieracjonalności w zachowaniu rodzimego rynku akcji. W istocie jednak, jeśli ceny akcji nie chcą kontynuować zniżki w tego typu okolicznościach ? bodaj jednych z najbardziej nie sprzyjających od początku bessy ? najczęściej oznacza to wyczerpanie ich potencjału spadkowego. W tej sytuacji kształtowanie na wykresie WIG20 drugiego dna przy zanikających obrotach i pozytywnych dywergencjach na wskaźnikach technicznych przynajmniej teoretycznie powinno stanowić bardzo rzadką okazję inwestycyjną. Na razie jednak niewiele wskazuje na to, by teoria miała wiele wspólnego z rzeczywistością panującą na GPW, zwłaszcza w obliczu zupełnie niczym ? jak się wydaje ? nieograniczonego potencjału spadkowego takich potentatów warszawskiego parkietu, jak TP SA czy KGHM.

Zwróć uwagę na:Jupiter ? przy braku fundamentalnych przesłanek kurs funduszu osiągnął poziom sprzed fuzji 3 i XI NFI, niewiele tylko wyższy od historycznego minimum.Unikaj:TP SA ? sytuacja fundamentalna spółki oraz odwrót od telekomów na rynkach europejskich poważnie ograniczają możliwości prognozowania poziomu równowagi dla kursu jej akcji.