Fundusze hedgingowe coraz bardziej interesują się akcjami

Czołowe londyńskie banki inwestycyjne szacują, że fundusze hedgingowe mogą generować średnio dziennie już do 20% ich obrotów.

W szczególnych okolicznościach ten udział może skoczyć nawet do 50% ? uważa dyrektor Nigel Rowe z brytyjskiego banku inwestycyjnego Cazenove.Wpływ tych funduszy na kursy akcji może być zatem nieproporcjonalnie duży w porównaniu z ich wielkością. W Stanach Zjednoczonych od dość dawna odgrywają one znaczącą rolę na rynku. W ostatnich latach dynamicznie rozwijają się też w Europie, ale wartość aktywów zarządzanych przez nie z Londynu nie przekracza 50 mld USD. To niewiele wobec brytyjskich funduszy emerytalnych dysponujących kwotą 1,2 bln USD.Fundusze hedgingowe wykazują jednak coraz większe zainteresowanie akcjami i operują na rynku o wiele aktywniej niż zarządzający innymi funduszami. Niektóre z nich obracają swoimi portfelami ponad 20 razy w ciągu roku. I ostatnio wykazują pokaźne zwroty z inwestycji. Przewagę przy obecnej sytuacji na rynku zapewnia im to, że mogą wykorzystywać krótką sprzedaż, a więc pożyczać akcje zamiast je kupować, co pozwala im zarabiać właśnie wtedy, gdy kursy spadają. Ale też to przydaje im złej sławy.Zarządy spółek, zwłaszcza telekomunikacyjnych i technologicznych, narzekają na inwestorów, którzy nawet nie mają ich akcji, ale zająwszy duże krótkie pozycje dołują kursy. Andrew Osborne z londyńskiego biura ABN Amro uważa jednak, że ?ich rola będzie szczególnie ważna przy emisjach nowych akcji i dlatego brytyjskie spółki nie mogą sobie pozwolić na lekceważenie ich?.Tajemniczość funduszy hedgingowych ? większość z nich jest zarejestrowana w przybrzeżnych rajach podatkowych, takich jak brytyjskie Wyspy Dziewicze ? czy kilka głośnych incydentów, jak choćby rola George?a Sorosa w ?obalaniu? brytyjskiego funta w 1992 r. ? wyrabiają im opinię, na którą nie zawsze zasługują. Fundusze przysparzają bowiem rynkowi płynności i mogą obronić giełdy przed nieprawidłowym kształtowaniem się kursów, na przykład poprzez arbitraż cen w czasie fuzji.Ale jedno jest pewne: cokolwiek by spółki myślały o funduszach hedgingowych, biura maklerskie wprost je uwielbiają. Czołowe banki inwestycyjne, takie jak Goldman Sachs czy Morgan Stanley, prześcigają się, by zdobyć prowizje od tych funduszy, zwłaszcza teraz, gdy przychody z wielu innych rodzajów działalności spadają na łeb na szyję.? To wymarzeni klienci ? powiedział gazecie ?Financial Times? pewien globalny strateg z jednego z największych londyńskich banków inwestycyjnych. ? Nie narzekają na wysokość prowizji, nie potrzebują zbyt wielu danych od analityków. Jedyne, czego chcą, to coraz więcej sprzedających.

J.B., ?Financial Times?