W codziennym życiu ktoś pytający, ile dolarów może być wart jeden dolar byłby uznany za niezbyt zdrowego. Na giełdzie zastanawianie się nad tym zagadnieniem jest jednak na porządku dziennym. Jednym z przykładów tego, że dolar może być wart kilka, a nawet kilkadziesiąt dolarów, jest choćby obserwacja popularnego wskaźnika cena/zysk.

Pewien amerykański ekonomista przetestował ? najpierw na grupie swoich znajomych, a później na znacznie szerszym gronie ? dość przewrotną grę. Polegała ona na zaoferowaniu jej uczestnikom (w formie aukcji) banknotu 1--dolarowego, w której wygrywa ten, kto zadeklaruje najwyższą cenę. W stosunku do zwykłych licytacji wprowadził jednak jedną istotną modyfikację: wylicytowaną kwotę płaci nie tylko wygrywający, ale proponowaną przez siebie cenę musi zapłacić również ten uczestnik, który przegrał ze zwycięzcą, czyli wycofał się z gry, nie podbijając stawki, oczywiście, nie otrzymując w zamian dolara.Można powiedzieć, że takie zasady gry są idiotyczne i większość ludzi odmówiłaby wzięcia w niej udziału. Jednak z obserwacji zachowań tych, którzy dali się namówić, wynikają bardzo interesujące wnioski, zarówno co do zachowań społecznych, jak i ekonomicznych.Wydawałoby się, że racjonalnie zachowujący się gracze ? znając i uświadamiając sobie w pełni reguły ? nie powinni licytować zbyt wysoko, by w przypadku wygranej nie przepłacać zbyt wiele, przy przegranej zaś ? nie tracić zbyt dużej kwoty. W rzeczywistości przebieg gry jest zupełnie inny.Okazuje się, że grający licytują zawzięcie coraz wyższe kwoty i to w każdej fazie aukcji. Początkowo ? dopóki cena dolara nie przekracza kilkudziesięciu centów ? podbijanie stawek nie sprawia trudności. Ewentualna strata jest niewielka, a prawdopodobny zysk, choć znacznie mniejszy, daje nieproporcjonalnie dużą psychiczną satysfakcję (w przypadku wylicytowania np. 70 centów, tyle właśnie może wynieść strata, gdy nie zdecydujemy się na dalsze podbijanie ceny, a nasz przeciwnik podniesie stawkę o 1 centa; potencjalny zysk zwycięzcy wyniesie zaś tylko 29 centów).Jednak gdy licytujący zbliżają się do wartości nominalnej banknotu lub ją przekraczają, stają się coraz bardziej zacietrzewieni i skłonni do kontynuacji walki. Zaczynają sobie bowiem zdawać sprawę, że przegrana będzie kosztować coraz więcej. Z jednej strony, kapitulacja na poziomie np. 130 centów oznacza stratę całej tej kwoty, z drugiej ? wylicytowanie nawet np. 170 centów za dolara to strata jedynie 70 centów (wszak ?wygrywamy? dolara).Ten szatański pomysł współzawodnictwa odzwierciedla wiele zjawisk znanych z realnego świata ludzkich zachowań. W szczególności stanowi on chyba niezły model reakcji inwestorów, którzy stosują strategię uśredniania w dół lub uporczywego trzymania akcji w nadziei na częściowe choćby odrobienie strat.Jeśli porównać sposób rozumowania gracza uczestniczącego w 1-dolarowej aukcji i inwestora, który kupił akcje pewnej spółki w przekonaniu, że są tanie, a one ciągle tanieją jeszcze bardziej, przynosząc mu stratę, to odnajdziemy oczywiste analogie. W obu przypadkach działa identyczny mechanizm psychologiczny: skoro już zainwestowałem, będąc przekonany o słuszności swojego wyboru, to dlaczego mam się teraz wycofać?Straty jednak rosną i myślenie ulega lekkiej modyfikacji ? skoro zainwestowałem już tak dużo (lub czekam już tak długo), to zrobię wszystko, by obronić swoją pozycję. W zależności od temperamentu i możliwości finansowych inwestor dokonuje dalszych zakupów lub trzyma papiery, licząc, że ich cena jednak wzrośnie i straty zamienią się w zyski lub choćby nieco się zmniejszą.Dokupowanie akcji przy spadających cenach daje złudne wrażenie wynikające z wyliczania średniej ceny zakupu, która jest coraz niższa i zaciera częściowo przepaść między kursem bieżącym a ceną pierwszej inwestycji. W rzeczywistości przypomina jednak wprost udział w dolarowej aukcji. Niestety, najczęściej takie rozumowanie prowadzi jedynie do powiększenia strat, niszczy psychicznie i ? zamrażając kapitał ? zamyka możliwości dokonywania innych zyskownych transakcji.Mechanizmy ujawniające się przy 1-dolarowej licytacji wydają się też mieć ? przynajmniej częściowo ? zastosowanie w odniesieniu do giełdowego wskaźnika cena/zysk. Oczywiście, kalkulacje inwestorów posługujących się analizą fundamentalną dotyczące tego wskaźnika są dość złożone, jednak czyż kupowanie akcji spółki, której C/Z wynosi np. 120, nie przypomina płacenia za dolara wielokrotności jego wartości w najbardziej zażartej fazie licytacji? W dodatku tego dolara otrzymuje się na ogół w dość odległej przyszłości.Inwestorzy giełdowi są jednak mimo wszystko w nieco lepszej sytuacji, niż uczestnicy opisywanej gry. Mają bowiem możliwość wycofania się z licytacji, odzyskując część pieniędzy. Oczywiście, jeśli mają dobry refleks i znajdzie się ktoś, kto chce przyłączyć się do gry, wybawiając ich z kłopotu. Może dlatego tak szarżują z tym wskaźnikiem?