Niewydolność japońskiego systemu gospodarczego ujawniła się z całą wyrazistością na początku lat 90. Silne uzależnienie korporacji od wsparcia rządowego, wąska grupa firm zorientowanych proeksportowo, niechęć społeczeństwa do wydatków konsumpcyjnych, bagaż złych długów sektora przedsiębiorstw i wysoki dług wewnętrzny to czynniki powodujące, że Kraj Kwitnącej Wiśni znajdował się z krótkimi przerwami w poprzedniej dekadzie w recesji. Nikkei 225 po raz pierwszy od 1984 r. spadł poniżej 10 000 pkt., podczas gdy w szczycie hossy w 1989 r. zbliżał się do 40 000 pkt. Oczywiste staje się zatem, że czas zmian nadszedł. W końcu lepiej późno niż wcale....

Cud lat 80.Gospodarka japońska jeszcze w latach 80. stawiana była za przykład sukcesu. Eksperci określali wówczas prosperity w tym kraju mianem ?cudu japońskiego? (Japanese miracle). Bez wątpienia gospodarka ta przyćmiewała amerykańską, a giełda w Tokio miała większą kapitalizację niż giełda w Nowym Jorku. W tym okresie nie było już śladu po szoku naftowym poprzedniej dekady, a gospodarka rosła w niespotykanym w innych krajach uprzemysłowionych tempie 3?4% rocznie. Wynik ten zasługiwał na słowa uznania, tym bardziej że na początku lat 80. Ameryka tkwiła w recesji.Japoński system bankowy należał do najsilniejszych na świecie. 9 z 10 czołowych pod względem wielkości aktywów banków komercyjnych miało siedzibę na wyspach, a tzw. wielka czwórka biur maklerskich (Nomura, Nikko, Yamaichi i Daiwa) nie miała sobie równych na świecie. Ekspansja japońskich banków dotyczyła także innych krajów. Ponad 1/3 światowych kredytów miały w swoim portfelu właśnie banki z tego kraju.Wielka BańkaPrzełom lat 80. i 90. ujawnił jednak niestabilność japońskiego systemu z całą wyrazistością. Zaczęło się całkiem niewinnie od tzw. Wielkiej Bańki (Great Bubble) na rynkach nieruchomości pod koniec lat 80. Zamieszkiwana przez blisko 130 mln mieszkańców Japonia jest tylko o 1/5 większa od terytorium Polski. Przy takiej gęstości zaludnienia ziemia jest towarem deficytowym.Zasobność portfeli społeczeństwa oraz boom gospodarczy, trwający niemal nieprzerwanie od lat 50. (wzrost PKB nierzadko powyżej 10% rocznie), który umacniał japońskie gospodarstwa domowe w przekonaniu, że obrana polityka jest właściwa i nie nosi znamion słabości, doprowadziły do wywindowania cen nieruchomości na absurdalne poziomy. Przekonanie, że deficyt ziemi i zamożność społeczeństwa są wystarczającymi czynnikami, przesądzającymi o wzroście cen nieruchomości spowodowało, że banki chętnie udzielały kredytów pod zastaw nieruchomości.Kredyty były wykorzystywane również na inwestycje w inne aktywa, w tym na rynku akcji. A na rynku akcji w latach 80. gościła hossa. Nikkei 225 poszybował w tym okresie z 6569 pkt. do 38 916 pkt. (o blisko 500%). Inwestorzy dawali w ten sposób wyraz swojej wierze w kontynuację imponującego tempa wzrostu gospodarczego oraz podążających za nim zysków korporacji.Rynki akcji są powszechnie znane jako doskonałe mechanizmy, dyskontujące przyszłą sytuację w gospodarce. Porównując Średnią Przemysłową (DJIA) z Nikkei 225 trudno zaprzeczyć tej tezie. Rynek byka w Ameryce nie był pozbawiony podstaw makroekonomicznych, jednak wzrost gospodarczy w tym kraju był rzeczywiście imponujący. Odwrotnie było w przypadku Japonii. Rynek niedźwiedzia sygnalizował tam nadciągające problemy w gospodarce.Bańka na rynku akcji i nieruchomości rosła, ale musiała w końcu pęknąć. Nikkei po historycznym szczycie na ostatniej sesji grudnia 1989 r. znajduje się od tego czasu w podręcznikowym rynku niedźwiedzia. Od owego wierzchołka do chwili obecnej stracił 3/4 wartości w ujęciu nominalnym. Rynek nieruchomości również nie mógł się pozbierać, a ceny są niższe o 30?50% w stosunku do okresu Wielkiej Bańki.Tak gruntowna przecena spowodowała weryfikację bogactwa większości gospodarstw domowych, które, aby sprawnie egzystować, zmuszone były do zaciśnięcia pasa, czyli ograniczenia wszelkich wydatków, w tym nakładów konsumpcyjnych. Drastyczny spadek na rynkach akcji i nieruchomości wystawił na próbę wielu kredytobiorców, którzy często okazywali się niewypłacalni. To z kolei dawało się we znaki bankom udzielającym kredytów pod zastaw akcji i nieruchomości.Niska wydajnośćZagrożeniem dla banków była nie tylko pułapka zadłużeniowa klientów detalicznych, ale również problemy w sektorze przedsiębiorstw. Jedną z cech konfucjanizmu jest skromny tryb życia. Zakłada to utrzymywanie wydatków na konsumpcję na umiarkowanym poziomie. Gros dochodów z tego powodu była trzymana w formie oszczędności w bankach, które, chcąc zarobić, chętnie udzielały kredytów. Nadpodaż zasobów kapitału, od którego banki zobowiązane były płacić odsetki, sprawiała, że korporacje bez problemu otrzymywały kredyty. W efekcie w strukturze źródeł finansowania przeciętnej japońskiej firmy 3/4 stanowił kapitał obcy.Wszystko było świetnie do momentu, kiedy efektywność w sektorze przedsiębiorstw nie została podważona przez zjawisko globalizacji, które w latach 90. ujawniło swoje prawdziwe oblicze. Globalizacja uwidoczniła, że szansę przetrwania w kontekście swobodnych przepływów kapitału mają tylko przedsiębiorstwa, korzystające z ekonomii skali. Działalność na rynkach lokalnych okazywała się zatem zbyt skromnym atutem.Stereotypowy pogląd, dotyczący japońskich przedsiębiorstw głosi, że ich wysoka pozycja jest następstwem nadzwyczajnej wydajności. Analitycy Mc Kinsey Global Institute dowodzą w opracowaniu ?Reviev Japan?s Economy?, że prawdziwe oblicze spółek z Kraju Kwitnącej Wiśni różniło się zasadniczo od stereotypu. Owszem, istnieje grupa firm, które są liderami pod względem wydajności na skalę światową. Mogą one produkować taniej niż konkurenci i dzięki tej przewadze osiągają dobre wyniki finansowe. Sony, Toyota, Hitachi, Fuji, Canon czy Takeda zawdzięczają swą pozycję silnej ekspozycji na rynkach zagranicznych (eksportowych).Niestety, okazuje się, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Im węższy zakres działania firm, tym bardziej maleje wydajność, wystawiając je na presję konkurencji zagranicznej, podejmującej przedsięwzięcia w regionie wschodnioazjatyckim. Badania Mc Kinseya wskazują, że kryzys w sektorze przedsiębiorstw był wynikiem tzw. podwójnej gospodarki (dual economy). Z jednej strony, niezaprzeczalny respekt budzą eksporterzy, wielkie holdingi, zwane keiretsu (np. Toyota i Sony skupiały w swoich rękach 10% japońskiego eksportu). Ich wydajność stanowiła 120% wydajności przeciętnej amerykańskiej spółki. Z drugiej zaś ? w pejzażu biznesowym kraju Kwitnącej Wiśni dominowały firmy, których wydajność stanowiła raptem 63% wydajności statystycznej korporacji z USA. Tych była przeważająca większość i w efekcie japońska wydajność stanowiła tylko 69% wydajności przedsiębiorstw amerykańskich. Im bardziej globalny charakter działalności, tym bardziej wzrasta presja na konkurencyjność, a to wymusza wysoką efektywność.Reglamentacja dostępu do rynkuRola państwa w gospodarce japońskiej jest trudna do przecenienia. Silne wpływy doktryny keynsizmu powodują, że państwo wspiera procesy gospodarcze i ułatwia rozwój przedsiębiorstw. Doktryna silnej ingerencji państwa w wolny rynek znajdowała swój przejaw w dużej reglamentacji dostępu do rynku japońskiego konkurentów zagranicznych.Odpowiedzią na pogarszającą się efektywność sektora finansowego był tzw. Big Bang, który począwszy od 1996 r. był przygotowywany przez rząd premiera Hashimoto. Big Bang miał być próbą otwarcia japońskiego sektora finansowego na wpływy konkurencji. Zgodnie z założeniem, miało się to przyczynić do poprawy wydajności firm, które przetrwają oraz obniżyć koszty pośrednictwa finansowego z korzyścią dla klientów.W 1998 r., po raz pierwszy od zakończenia II wojny światowej, zezwolono na swobodny obrót walutami. Do tej pory dla wymiany walut niezbędne było pośrednictwo licencjonowanych przez państwo banków. Siłą rzeczy licencjonowanie utrwala niepożądane z punktu widzenia klientów struktury monopolistyczne czy oligopolistyczne. Podobnie było z japońskimi bankami dewizowymi, które generowały potężne prowizje z pośrednictwa przy wymianie walut. Od kwietnia 1998 r. ich uprzywilejowana pozycja znikła. Odtąd wymianą walut mogły się zajmować inne korporacje.Inną zdobyczą Big Bangu w wydaniu japońskim było uwolnienie przepływów kapitału. Zezwolono osobom fizycznym na lokowanie oszczędności w instytucjach finansowych za granicą. Liberalizacja stworzyła inwestorom możliwość lokowania nadwyżek na innych rynkach. Poza zgodnością takiego posunięcia z duchem wolnego rynku, warto zwrócić uwagę jeszcze na inny aspekt. Polityka niebywale niskich stóp procentowych (niemal zerowych) powodowała, że jej pokłosiem była mała atrakcyjność obligacji rządowych czy depozytów bankowych. Stąd prosta droga do poszukiwania innych możliwości inwestycyjnych, obarczonych z pewnością większym ryzykiem. Jednym z motorów napędowych Wielkiej Bańki był masowy napływ pieniędzy na rynek akcji i nieruchomości w obliczu słabych korzyści z lokat w instrumenty, przynoszące stały dochód.Zniesienie zakazu wypływu kapitału sprawiło, że przed inwestorami otworzyły się nowe możliwości, w tym lokowania w zagraniczne instrumenty o stałym dochodzie, gwarantujące wyższe stopy zwrotu niż w przypadku japońskich. Masowy exodus oszczędności w odpowiedzi na liberalizację wiązał się ze wzrostem nacisku na krajowy świat finansów, którego przedstawiciele, aby funkcjonować, musieli zaproponować bardziej atrakcyjne formy przyciągnięcia kapitałów japońskich gospodarstw domowych.Innym przykładem ilustrującym konserwację mało efektywnego systemu gospodarczego, jest handel detaliczny. Problemem tego sektora jest silne rozdrobnienie. 55% sklepów detalicznych to jednostki zatrudniające 2?3 osoby (tzw. Mom-and-pop stores), niemal wyłącznie spośród członków rodziny właściciela. Dla porównania, w USA sklepy rodzinne miały tylko 19-proc. udział.Supermarkety i sklepy dyskontowe zyskujące na masie obrotu, a nie wysokich marżach jednostkowych były w Kraju Kwitnącej Wiśni mało rozpowszechnione. Przy tym założenie sklepu o powierzchni, przekraczającej 1000 m2 nie było takie proste. Wymagało bowiem zgody komitetów lokalnych. W ich skład wchodzili... reprezentanci sklepów rodzinnych. Oczywiście, w takim składzie dbali oni o własne interesy, a nie japońskiego konsumenta i nie dopuszczali konkurentów do rynku.Kryzys bankowyPogorszenie zdolności kredytowej osób fizycznych wskutek wybuchu bańki z 1989 r. oraz sektora przedsiębiorstw wskutek niskiej wydajności wiązało się z kłopotami dla systemu bankowego. Problemem stała się plaga nieściągalnych długów, na które banki tworzyły niewystarczające rezerwy. W efekcie dawcy kapitału nie znali prawdziwego stanu finansów banków. Przypuszczali jedynie, że rzeczywistość może być o wiele gorsza od tego, co uwzględniano w sprawozdaniach finansowych.Potwierdzeniem takich obaw była wiadomość Ministerstwa Finansów, które obwieściło jesienią 1997 r., że złe i zagrożone kredyty w sektorze bankowym wynoszą 76,7 bln jenów (12% zaangażowania kredytowego banków), czyli 3-krotnie więcej niż wcześniej podawano. W latach 1992?98 banki były zmuszone do odpisów na poczet strat w kwocie 42 bln jenów. Nie obyło się bez bankructw.Zapaść systemu bankowego spowodowało kilka czynników. Po pierwsze: nadpodaż zasobów depozytów klientów determinowała gorączkowe poszukiwania kredytobiorców przez banki, które tym samym akceptowały ryzykowne przedsięwzięcia. Ryzyko działalności nie tylko pojedynczych banków, ale także stabilności całego systemu bankowego potęgował również fakt stosowania niespotykanej dźwigni finansowej.Przepisy prawne zezwalały na niskie współczynniki wypłacalności. W przypadku banków działających na terenie Japonii, tylko 4% pasywów musiał stanowić kapitał własny. Reszta mogła być kapitałem obcym. Niski kapitał własny oznaczał, że w razie strat konieczne okazywało się jego podwyższenie, czyli ubieganie się o środki akcjonariuszy. To z kolei odbiło się na nadpodaży na rynku pierwotnym (dawcy kapitału zaczęli żądać coraz wyższej oczekiwanej stopy zwrotu), a rozwodnienie kapitału przyczyniło się do gruntownej przeceny na rynku wtórnym.Po drugie: sektor bankowy cieszył się dużą niezależnością, której przejawem był słaby nadzór ze strony organów administracji rządowej. Słaby nadzór doprowadził do zatajania przez banki niepomyślnych informacji o pogarszającej się kondycji finansowej. Nie tworzono rezerw w odpowiedniej wysokości, a istniejące rezerwy okazywały się zazwyczaj czubkiem mrowiska, w którym roiło się od niewypłacalnych dłużników. Zemściło się to w postaci bankructw i wzrostu kosztu kapitału.Nonszalancja banków przy zadziwiająco bezradnej postawie organów państwa (co tym bardziej zaskakuje w przypadku gospodarki o silnej ingerencji państwa w gospodarkę) była tak powszechna, że w literaturze zwykło się określać takie zachowanie mianem ?hazardu moralnego?. Silnie interwencjonistyczna postawa państw wobec gospodarki przesądzała, że banki były przekonane, że w razie jakichkolwiek kłopotów rząd pospieszy z pomocą. Uruchomi zastrzyk kapitału, pomagający odzyskać płynność. W efekcie hazard moralny prowadził do wypaczenia gospodarki wolnorynkowej. Bankierzy sądzili, że kryzys finansowy nie dotyczy ich, tylko państwa. W końcu jakoś tam będzie, to problem rządu.Niestety, takie myślenie nie było bezpodstawne, gdyż przez wiele lat rządowe zastrzyki kapitału pozwalały utrzymywać się na powierzchni firmom, które w normalnych warunkach rynkowych musiałyby dawno zniknąć. Pomoc państwa opierała się początkowo na dochodach własnych, jednak w miarę eskalacji kryzysu coraz chętniej zaczęto sięgać po dochody ze sprzedaży papierów skarbowych. Obecnie zadłużenie rządowe wynosi 128 bln jenów (1,1 bln USD). Odpowiada to 130% japońskiego PKB i czyni ten kraj najbardziej zadłużonym z grona dużych gospodarek na świecie.Plan Koizumiego20 września br. Komitet Polityki Gospodarczej i Podatkowej (CEFP), ciało doradcze przy premierze Junichiro Koizumim, przedstawił propozycje, dotyczące uzdrowienia japońskiej gospodarki. Po raz kolejny politycy próbują zaordynować gospodarce pakiet rozwiązań, który ma ją uzdrowić. W poprzednich latach niemal każda ekipa rządząca wprowadzała korekty w systemie gospodarczym Japonii. Niestety, niewystarczające.Wzrost gospodarczy jest rachityczny, gospodarka balansuje na krawędzi podręcznikowej recesji (niespełna 1-proc. wzrost PKB). Stopa bezrobocia zbliża się do 5%, poziomu, jakiego dawno nie obserwowano w tym kraju. Inwestycje sfery prywatnej stoją pod znakiem zapytania, wydatki rządowe muszą być trzymane w ryzach, aby dalej nie rosło ryzyko wypłacalności obligacji skarbowych. Od 1991 r. ani razu popyt konsumpcyjny nie wzrósł więcej niż 2% w skali roku.Oczywiste staje się zatem, że czas gra na niekorzyść drugiej wciąż gospodarki na świecie. Nadszedł czas zmian. Okazja ku temu jest dobra, gdyż społeczeństwo Kraju Kwitnącej Wiśni jest już zmęczone przedłużającym się okresem dekoniunktury. To właśnie dlatego udzieliło rządowi premiera J. Koizumiego olbrzymiego poparcia (w sondażach 80% ludności popiera jego działania).Plan Koizumiego opiera się na dwóch głównych filarach. Pierwszym jest lepszy nadzór nad procesem restrukturyzacji zadłużenia przedsiębiorstw. Agencje rządowe dostały upoważnienie, aby bliżej nadzorować proces pozbywania się nieściągalnych należności, tworzenia rezerw. Wszystko po to, aby inwestorzy mogli poznać prawdziwą sytuację w sektorze przedsiębiorstw.Kolejnym krokiem ma być skupowanie przez państwo długów nieściągalnych od japońskich banków. Upoważnione do tego agencje będą wykupywać przez okres 2 lat istniejące zobowiązania lub 3 lat nowo powstałe zobowiązania. Kwota, jaką państwo zamierza przeznaczyć na ten cel, nie jest znana, toteż trudno powiedzieć, czy okaże się wystarczająca dla owocnej restrukturyzacji długów sektora bankowego.Drugim filarem jest zmiana stopnia nasilenia obecności państwa w gospodarce. Kontrastuje to ze wspomnianym skupowaniem nieściągalnych zobowiązań, które ma jednak charakter tymczasowy. Ograniczanie roli państwa w gospodarce sprawdza się w systemach anglosaskich, do których bez wątpienia należała dekada lat 90. Wystarczy wspomnieć, że w tym czasie gospodarka amerykańska rosła średniorocznie o 1,7%, a japońska jedynie o 0,6%. Konsekwencją tego było powiększenie się rozpiętości pomiędzy PKB obu państw z 10% w 1990 r. do 20% w 1999 r. na korzyść USA.W ramach tego pomysłu rząd Koizumiego zamierza aktywnie działać na rzecz prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Dochody z prywatyzacji mogą posłużyć do spłaty zadłużenia rządowego, gdyż w obliczu stanu przedrecesyjnego na nadzwyczajne dochody budżetowe raczej trudno liczyć. W ten sposób odpadnie również kwestia niewystarczającego nadzoru. Wydaje się, że właściciel prywatny będzie skrupulatniej nadzorował działalność operacyjną przedsiębiorstw.Ponadto plan nakłada istotne ograniczenia w kwestii długu rządowego, emisji obligacji skarbowych, co ma za zadanie przeciwdziałać dalszemu pogłębianiu się zadłużenia. Obecnie na przeciętnego Japończyka przypada 8,5 tys. USD długu rządowego. Wprowadza się zatem limity emisji obligacji (30 bln jenów), łączy dochody z wydatkami, aby uniknąć emisji długu dla spłaty lub obsługi już istniejących zobowiązań (zakaz rolowania długu). W dłuższym terminie utrudni to nadużywanie przez przedsiębiorstwa pomocy rządu i będzie stanowić tamę przed zjawiskiem moralnego hazardu.Niewątpliwie plan Koizumiego jest kolejnym krokiem w celu odnalezienia właściwego rytmu przez gospodarkę. Niestety, nie zapewnia odpowiedzi na wszystkie wyzwania, nurtujące współczesną Japonię. Kluczowa dla poprawy sytuacji jest aktywizacja popytu. A to próbowały czynić wszystkie ekipy rządowe. Dobrym posunięciem jest ograniczanie roli państwa, jednak do czasu pełnej restrukturyzacji długów korporacji wydaje się to tylko nośnym sloganem.Jedno jest pewne ? Kraj Kwitnącej Wiśni znajduje się w okresie wielkich wyzwań, znając jednak cierpliwość narodu japońskiego trudno nie wierzyć, że w końcu nastąpi przełom i długo oczekiwane, trwałe ożywienie. Tyle tylko, że nie będzie ono natychmiastowe i zabierze kilka lat. Mimo fali krytyki, jakiej poddana została Japonia w ostatnich latach, nie zapominajmy, że to wciąż druga gospodarka na świecie.

Jaka jest recepta na uzdrowienie gospodarki japońskiej?Krzysztof Błędowski ? niezależny analitykPonowne wejście Japonii na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego nie jest takie łatwe. Polityka monetarna w zasadzie się nie liczy. Przy niemal zerowych stopach procentowych aktywizacja popytu jest trudna. Japończycy popadli w pułapkę płynności i z punktu widzenia pieniężnego korzystny wpływ mogą mieć jedynie niekonwencjonalne zagrania. Na przykład można spróbować sforsować wyższą inflację poprzez monetyzację długu, jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że takie posunięcie jest ryzykowne.Problemem japońskim jest również tegoroczny zastój na tradycyjnych rynkach zbytu dóbr eksportowych ? w USA i Azji. Nie lada dylematem jest również skłonienie społeczeństwa do zwiększenia popytu konsumpcyjnego. W sumie stan, w jaki popadła ta gospodarka, poprzedzały wieloletnie nieudane decyzje, dlatego terapia może okazać się równie długotrwała.

Główne założenia planu Koizumiego1) ściślejszy nadzór nad kredytami głównych banków dla przedsiębiorstw, których akcje lub ratingi gwałtownie spadły,2) stosowanie procedury ?offsite monitoring system? dla oceny odpisywania przez banki nieściągalnych zobowiązań,3) skupowanie od banków nieściągalnych zobowiązań do marca 2004 r.4) reforma podatkowa w zakresie papierów wartościowych,5) wprowadzenie regulacji, ułatwiających prywatyzację przedsiębiorstw państwowych,6) ograniczenie emisji instrumentów dłużnych do 30 bilionów jenów rocznie,7) ograniczenie wydatków rządowych,8) wprowadzenie planu zarządzania finansami państwa, łączącego dochody z wydatkami tak, aby nie była potrzebna emisja instrumentów dłużnych dla spłaty lub obsługi istniejącego zadłużenia.