W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,1075 zł, za euro 3,61 zł, odpowiadało to 10,8% powyżej parytetu, byliśmy więc niżej niż w środę na zamknięciu notowań. Potem złoty odrabiał straty. Zmiany były powolne, ale systematyczne. Pod koniec dnia dotarliśmy do 11,1%. USD ceniono wtedy na 4,099 zl, wspólną walutę na 3,595 zł.

Spadek wartości złotego, jaki zaobserwowaliśmy na otwarciu, wynikał przede wszystkim z porannych wypowiedzi Leszka Balcerowicza. Szef NBP wyraził opinię, że budżet na 2002 rok nie jest niczym nowym z punktu widzenia stóp procentowych i że należy zachować ostrożność w polityce pieniężnej, aby ochronić niską inflację. Jednocześnie podkreślił, że RPP, decydując o poziomie stóp procentowych, będzie patrzeć na wiele elementów, m.in. na wskaźniki monetarne czy też na tendencje w gospodarce.

Inwestorzy odebrali te informacje jako spadek szans na szybkie cięcia. To doprowadziło do korekty na rynku obligacji, no i w konsekwencji do spadku wartości złotego. Jednak w ciągu dnia klimat się poprawił. Inni członkowie RPP, Dariusz Rosati i Wiesława Ziółkowska, wskazali na to, że jest jednak miejsce na obniżki stóp procentowych i to wystarczyło, aby zachęcić do ponownych zakupów. Poza tym dobrze przyjęto informacjĘ, że grudniowa oferta obligacji skarbowych nie powinna być większa od listopadowej (niektórzy inwestorzy obawiali się wyraźnego wzrostu). Nie było też zaskoczenia, gdy podano zakładane na 2002 rok przychodzy z emisji papierów skarbowych (obligacje plus bony).

W pierwszych transakcjach za wspólną walutę trzeba było zapłacić 0,877 USD. Potem aż do popołudnia niewiele się działo. Oscylowaliśmy wokół 0,8775. Dopiero około 15.00 doszło do lekkiego wzrostu. Kończyliśmy na 0,8790.

Opublikowane w czwartek dane o niemieckim PKB w III kwartale pokazały jedno: największa gospodarka europejska jest na skraju recesji. Wskaźnik spadł bowiem o 0,1%. Te informacje są niekorzystne także z perspektywy Polski. Około 70% naszego eksportu trafia na rynki Unii Europejskiej, przy czym większość właśnie do Niemiec. Jeśli tam spada popyt wewnętrzny, musi to mieć wpływ na nasz eksport, a tym samym na sytuację rodzimych producentów. Pewne oznaki pogorszenia pokazały już dane o wrześniowym stanie rachunku obrotów bieżących (o słabszym eksporcie zadecydował także zapewne niekorzystny kurs walutowy, który obserwowaliśmy od dłuższego czasu, kiedyś ten efekt musiał w końcu nadejść). W dalszych miesiącach problemy mogą się pogłębiać, co z pewnością nie będzie oddziaływać pozytywnie na inwestorów.