Rok 2001 przyniósł kontynuację zapoczątkowanej w marcu 2000 roku tendencji spadkowej. Bessa trwa już 21 miesięcy i jest najdłuższym okresem dekoniunktury w historii warszawskiej giełdy. Gwałtowna bessa zapoczątkowana w kwietniu 1994 roku była dotkliwsza, jeśli mierzyć ją w ujęciu procentowym, natomiast trwała ledwie 10 miesięcy. Teraz trend jest wolniejszy, ale za to bardziej uporządkowany.
Odpowiedź na pytanie, na jakim poziomie zakończy się bessa, wykracza poza możliwości analizy technicznej, można natomiast wyobrazić sobie sposób, w jaki zakończenie to powinno nastąpić, odwołując się do analogii z przeszłości. Podobnie jak w 1995 roku, zniżkę będzie kończyć rozległa, męcząca konsolidacja. Zniechęcenie rynkiem powinno być powszechne, takie przynajmniej jak w grudniu 1995 roku, kiedy WIG20 obsuwał się do 580 punktów przy bardzo niskich obrotach. To będzie o tyle ciężka sytuacja dla całego rynku, że bardzo ograniczone będą możliwości zarabiania nie tylko na akcjach, ale także na kontraktach terminowych, na których najłatwiej osiągać zyski w czasie wyraźnych trendów.
Mijający rok udowodnił jedną bardzo ważną rzecz: nie tylko na rynku kontraktów, ale także na inwestycjach w akcje można stracić wszystko. O ponad 90% spadła wartość akcji czterech spółek: Espebepe, Ibsystem, Łukbutu i Netii. O ile pierwsze trzy papiery są niepłynne i nie mają większego znaczenia dla giełdowej koniunktury, o tyle Netia to był jeszcze w 2000 r. blue chip, którego akcję rynek wyceniał na ponad 100 zł. Spółka zbierała od analityków niemal tylko i wyłącznie rekomendacje kupna. Jeśli znaleźli się inwestorzy, którzy cały spadek przetrzymali z akcjami w portfelu, to teraz, żeby wyjść "na swoje", musieliby się doczekać wzrostu wartości tych walorów o ponad 900%. Musiałaby zatem zdarzyć się druga internetowa hossa. Niewielkie szanse na odrobienie strat mają także posiadacze walorów Elektrimu, których wartość spadła o ponad 80%.
Zapraszam do przejrzenia najciekawszych zjawisk 2001 roku.
Spółka roku