Żaden trend nie trwa wiecznie i wymaga, co jakiś czas, kosmetyki w postaci korekty technicznej. Wczorajsza sesja nie przyniosła zysków właścicielom długich pozycji. Takie jest właśnie prawo korekty, która w końcu zawitała na nasz rynek.

Spadek nie był jednak zbyt bolesny - zaledwie 8 punktów, licząc różnicę między zamknięciami. W czasie sesji, oczywiście, wahania były większe, a nastroje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Mieliśmy panikę właścicieli krótkich pozycji, co zbliżyło nas do poniedziałkowych szczytów (1349). W końcówce sesji, po przedłużającym się okresie powolnego spadku, graczom puściły nerwy i spora ich grupa rozpoczęła realizację zysków, oraz, co bardziej prawdopodobne, zamykanie stratnych pozycji. W tym momencie osiągnęliśmy minimum sesji (1320). Jak wiemy, emocje nie są najlepszym doradcą, a pozbywanie się długich pozycji wydaje się przedwczesne. Jak już wielokrotnie powtarzaliśmy, nie ma sensu zamykać pozycji, gdy brak przesłanek przemawiających za tym, że potencjał wzrostu się wyczerpał. Moim zdaniem, ktoś, kto posiada obecnie długą pozycję, powinien się jej trzymać, dopóki nie zostanie zamknięta luka hossy z piątku. Taka "dziura" w wykresie jest zwykle dobrym sygnałem potwierdzającym siłę trendu. Jej pozytywny wydźwięk może być pogrzebany jedynie przez zejście cen kontraktów poniżej wartości startu luki (1295), tzw. zamknięcie. Wczoraj, po raz kolejny nie udało się niedźwiedziom tego dokonać. Siła byków jest w tej chwili zbyt duża, a to rodzi nadzieję na kontynuację trendu średnioterminowego, co potwierdza stale rosnąca średnia krocząca. Na razie dalej wygląda to byczo.