Na dwóch fixingach notowanych jest prawie 90 spółek. Z analizy PARKIETU wynika, że na wielu z nich obroty są symboliczne, a na niektórych sesjach nikt nie handluje ich akcjami. Na prawie 50 spółkach nie było obrotu w dniach branych przez nas pod uwagę do wyznaczenia stopy zwrotu, tj. 3.10.2001 r. i 16.01.2002 r. W tym okresie tylko 9 spółek zanotowało wzrost kursu przekraczający 10%. Spadek kursu o ponad 10% odnotowało natomiast 12 firm. Indeksem, który najlepiej odzwierciedla koniunkturę na fixingu, jest WIRR. W jego skład wchodzi 58 firm, w tym większość notowanych właśnie w tym systemie (do WIRR wchodzą również mniejsze firmy z notowań ciągłych).
- Gdy dochodzi do poprawy koniunktury na giełdzie, zawsze najpierw rosną blue chips, potem średnie spółki, a na końcu te najmniejsze. Inwestorzy mogą, ale nie muszą, przenieść się na fixing, gdy spółki z notowań ciągłych będą dla nich już mocno przewartościowane - powiedział PARKIETOWI Sebastian Buczek, doradca inwestycyjny ING BSK Asset Management. Sebastian Słomka, analityk BDM PKO BP, dodaje, że do odwrócenia trendu w ostatnich miesiącach 2001 r. potrzebne było zaangażowanie dużego kapitału. - Dla niego istotnym kryterium doboru akcji jest ich płynność. Zainteresowaniem cieszą się więc najpierw największe spółki - tłumaczy S. Słomka. Przypomnijmy, że na fixingach najczęściej wartość obrotu nie przekracza 1 mln zł.
Według S. Buczka, samo przeniesienie spółek z fixingu do notowań ciągłych nie poprawi ich odbioru u inwestorów. - Dużo z nich ma skoncentrowany akcjonariat i bardzo mały free float. Żaden inwestor finansowy nie kupi ich akcji - mówi doradca inwestycyjny ING BSK Asset Management. Jego zdaniem, na fixingu można by znaleźć rodzynki, mające dobre wyniki finansowe i duży udział w rynku, na którym działają. - Takimi spółkami najszybciej mogą się zainteresować osoby fizyczne, a także inwestorzy branżowi. Ci jednak często dążą do pełnego przejęcia firmy - mówi S. Buczek. Tak stało się niedawno z Viscoplastem, w którym kontrolę przejął amerykański koncern 3M.
Do kontynuacji wzrostowego trendu na GPW potrzebne będzie ożywienie gospodarcze w kraju. - Lepsze czasy dla mniejszych firm mogą nastać wówczas, gdy hossa w Warszawie zadomowi się na dobre. Wzrost ogólnego zaufania do inwestycji na giełdzie mógłby sprawić, że część inwestorów zainteresowałaby się tymi spółkami. W wielu firmach miałoby to jednak bardzo spekulacyjny charakter - uważa S. Słomka.
Największą stopę zwrotu spośród spółek z fixingu w okresie od 3 października ub.r. do 16 stycznia br. w wysokości 82% odnotowała Wólczanka. Może to być odreagowanie wcześniejszych dużych spadków jej kursu związanych z nieprzejrzystymi inwestycjami jej firmy zależnej m.in. w Apexim.