Zobaczyłem w gazecie piękną reklamę. Dużą i kolorową. Zwracającą uwagę, a więc taką, jak trzeba. Przeczytałem. Moje zainteresowanie wzrosło. Wszyscy narzekają: giełda albo spada, albo rośnie za wolno, lokaty bankowe to już nie ten interes, co kiedyś, obligacje podobnie. No i podatek. Jak zarabiać? Tylko tą ciężką, codzienną harówką? Okazuje się jednak, że są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie. 36% rocznie to chyba niezły wynik? Tyle mi oferują. Inflacja spadła do 3,6%. Złoty trzyma się nieźle. Zysk powinien więc być godziwy. Oczywiście, nie jestem łatwowierny. Ale moje obawy szybko rozwiano. Napisane jest czarno na białym, o przepraszam, pomarańczowo na zielono-niebieskim: zarób, gwarantowane obligacje. 36% rocznie. Więcej informacji pod numerem... Zadzwoniłem.
Powitanie, kilka pytań, całkiem banalnych - na rozgrzewkę. W końcu pytam o to, co intryguje mnie najbardziej. Przecież nie chcę stracić swoich pieniędzy.
- Co to znaczy, że obligacje są gwarantowane? - dociekam.
- To znaczy, że zostaną wykupione.
- Ale jaką mam gwarancję, na czym ona polega?