Ludzie odpowiedzialni za IT zwykle mówią, że systemy są bezpieczne do momentu, kiedy zaczną na nich pracować użytkownicy. To właśnie oni zapisują hasła na karteczkach przyczepionych do ekranów monitora, tak że każdy może je odczytać, i zostawiają niezabezpieczone komputery. Zdaniem specjalistów, większość ataków hakerów nie byłaby możliwa bez poznania haseł umożliwiających wejście do systemów. Jeden z komputerowych włamywaczy przeprowadził w ubiegłym roku test. Zadzwonił do pracowników kilku dużych amerykańskich przedsiębiorstw, przedstawiając się jako pracownik działu IT i poprosił o podanie aktualnych haseł do komputerów, argumentując to koniecznością zarchiwizowania plików. W większości przypadków odmówiono mu, jednak kilka osób hasła podało. Okazuje się więc, że zdobycie kodów dostępu nie jest aż tak trudne.
Dziś hakerzy mają kolejnego sprzymierzeńca - programy służące do komunikacji. O tym, że nie należą one do najbezpieczniejszych aplikacji, wiadomo od dawna. Luki w ochronie przed włamaniami wykryto między innymi w słynnych programach ICQ, AOL Instant Messenger, a nawet mIRC. Dziury w zabezpieczeniach ułatwiają hakerom włamywanie się do firmowych sieci komputerowych. Dlatego też coraz częściej wprowadzane są specjalne mechanizmy, dzięki którym ich używanie staje się niemożliwe. W wielu przedsiębiorstwach informatycy otrzymali polecenie przeglądania komputerów użytkowników, by sprawdzić, czy nie zostały na nich zainstalowane aplikacje do prowadzenia pogawędek on-line. Istnieją jednak serwisy, które nie wymagają instalacji specjalnego oprogramowania, a miłośnicy internetowych rozmów muszą jedynie wpisać odpowiedni adres w oknie przeglądarki. Serwery "czatowe" potrafią już często radzić sobie z zabezpieczeniami sieci typu firewall, działając w oparciu o nowsze protokoły transmisji danych.
Zarabianie
na bezpieczeństwie
Wbrew pozorom, to nie hakerzy czerpią największe korzyści z niedoskonałego pod względem bezpieczeństwa oprogramowania. Firmy zajmujące się bezpieczeństwem, np. Symantec czy Network Associates, zwiększają zyski nawet w obliczu recesji w branży technologii komputerowych. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż klienci coraz bardziej obawiają się o bezpieczeństwo swoich danych. Atmosferę podgrzewają jeszcze nowe rodzaje wirusów rozprzestrzeniających się bardzo szybko i trudnych do wykrycia. Rozwojowi firm zajmujących się bezpieczeństwem sprzyjał zresztą rozwój samego internetu: dzięki powstaniu globalnej sieci, przed hakerami otworzyły się możliwości włamań do systemów komputerowych oddalonych nawet o dziesiątki tysięcy kilometrów. Przedsiębiorcy coraz bardziej obawiają się o los swoich danych, szczególnie że elektroniczny obieg dokumentów zaczyna powoli wypierać tradycyjny papier i w razie ataku często bezcenne dane giną bez śladu. Według firmy Gartner, wartość rynku oprogramowania zapewniającego bezpieczeństwo komputerom i sieciom osiągnie w tym roku 4,3 mld USD. W stosunku do roku 2001 wzrost wyniesie 18%, co najlepiej świadczy o potencjale tego segmentu.