Wyraźnie widać, że inwestorzy zdają sobie sprawę, że rozstrzygnięcie jest coraz bliżej i czują, jak fatalne mogą być konsekwencje przełamania średniookresowych wsparć przez indeksy. Stąd też znaczna mobilizacja sił, by do tego nie dopuścić. W momentach, gdy podaż staje się mniej agresywna znakomicie się to udaje. Tu przykładem mogą być środowe notowania, ale wczoraj gdy podaż nieco przycisnęła było już z tym dużo gorzej.
Równowagę sił w pierwszej połowie sesji oddaje stosunek papierów rosnących do malejących z WIG20, wynoszący 6 do 8. Aż 7 spółek z tego grona nie zmienia ceny. Skala ruchów po obu stronach jest mniej więcej równa, bo o ponad 2% rośnie KGHM (może to dziwić po wczoraj opublikowanych wynikach) i w podobnym stopniu traci Grupa Onet. O około 1,5% zniżkuje Elektrim. Pozostałe walory zmieniają ceny o mniej, niż 1%.
Podobnie niemrawa atmosfera towarzyszy notowaniom na innych europejskich giełdach, gdzie przeważają minimalne zniżki. Wyróżnia się tu rynek w Pradze, który traci ponad 1,5%.
Takie wyczekiwanie można wiązać z publikacją ważnych danych makro w USA, które mogą zadecydować o przebiegu dzisiejszych sesji za oceanem. O 14.30 zostanie podany styczniowy PPI, o 15.15 styczniowa produkcja przemysłowa, a o 15.45 indeks nastrojów Uniwersytetu Michigan. Jeśli taki jest powód wyczekiwania rynków to wygląda na to, że dopiero ostatnia faza notowań może przynieść bardziej zdecydowane zachowania inwestorów.
Krzysztof Stępień