W miniony piątek giełda zaprezentowała wyniki badań ankietowych, dotyczących struktury inwestorów działających na naszym rynku. Badania te mają już kilkuletnią historię i przeprowadzane są wśród biur maklerskich, a więc podmiotów, które mają najlepsze rozeznanie co do aktywności poszczególnych grup inwestorów.
Jakie są więc fakty, wynikające z tych badań? W ubiegłym roku 37% obrotów na rynku akcji realizowanych było przez krajowych inwestorów indywidualnych, 34% było wynikiem aktywności inwestorów zagranicznych, za 29% zaś odpowiedzialni byli krajowi inwestorzy instytucjonalni. Warto zapamiętać te dane. Odzwierciedlają one stan rzeczywisty i nawet jeśli są tylko pewnym przybliżeniem oraz jeśli dotyczą przeszłości, nie są skażone subiektywizmem indywidualnych ocen i wyobrażeń.
A jakie były wyobrażenia na temat naszego rynku, formułowane nie tylko przez inwestorską "opinię publiczną", ale także przez wielu komentatorów i analityków? Od prawie dwóch lat do znudzenia powtarzane były opinie, że zagranicznych inwestorów już na warszawskiej giełdzie dawno nie ma. Podobno wyszli w szczycie internetowej hossy, zostawiając nas na pastwę losu z horrendalnie drogimi akcjami w portfelach. Tymczasem udział "zagranicy" w 2001 roku zwiększył się o 6 punktów procentowych (z 28% do 34%).
Od co najmniej roku powtarzane są do znudzenia opinie, że inwestorów indywidualnych na naszym rynku już prawie nie ma, a ci nieliczni, którzy jeszcze nie pożegnali się z giełdą, przenieśli się na rynek kontraktów terminowych. Tymczasem w ubiegłym roku udział krajowych inwestorów indywidualnych w obrotach akcjami obniżył się co prawda o 13 punktów procentowych (z 50% w 2000 r.), ale wciąż stanowił aż 37%. A więc ta grupa uczestników rynku nadal ma udział dominujący na warszawskim parkiecie!
Od co najmniej roku do znudzenia wmawiano nam, że fundusze emerytalne zdominowały nasz rynek i wyprawiają z nim, co tylko zechcą. A to utrzymują indeksy w wąskim przedziale, grając "od ściany do ściany", czyli kupując przy dolnym ograniczeniu tego przedziału i sprzedając w pobliżu górnego, i tak w kółko. A to kupują bez opamiętania, windując kursy na złość sporej części inwestorów, a przede wszystkim wbrew opinii analityków, którzy uważali, że rynek powinien spadać. To znów dołują papiery, powodując powstanie strat w portfelach "drobnicy". Tymczasem fakty są takie, że co prawda udział krajowych inwestorów instytucjonalnych zwiększył się z 22% w 2000 r. do 29% w 2001 r., ale grupa ta zajmuje dopiero trzecią lokatę, zostając o 8 punktów procentowych za inwestorami indywidualnymi!