Reklama

Biada faktom

Prawidłowa ocena sytuacji na rynku ma zasadnicze znaczenie dla trafności głoszonych sądów i podejmowanych decyzji. Jest oczywiste, że warunkiem racjonalności opinii i działań jest opieranie się na faktach. Najczęstszymi przyczynami błędów w inwestowaniu jest kierowanie się wyobrażeniami, "tworzenie faktów" oraz dowolna interpretacja rzeczywistości złożonej z mieszanki faktów i wyobrażeń.

Publikacja: 19.02.2002 08:20

W miniony piątek giełda zaprezentowała wyniki badań ankietowych, dotyczących struktury inwestorów działających na naszym rynku. Badania te mają już kilkuletnią historię i przeprowadzane są wśród biur maklerskich, a więc podmiotów, które mają najlepsze rozeznanie co do aktywności poszczególnych grup inwestorów.

Jakie są więc fakty, wynikające z tych badań? W ubiegłym roku 37% obrotów na rynku akcji realizowanych było przez krajowych inwestorów indywidualnych, 34% było wynikiem aktywności inwestorów zagranicznych, za 29% zaś odpowiedzialni byli krajowi inwestorzy instytucjonalni. Warto zapamiętać te dane. Odzwierciedlają one stan rzeczywisty i nawet jeśli są tylko pewnym przybliżeniem oraz jeśli dotyczą przeszłości, nie są skażone subiektywizmem indywidualnych ocen i wyobrażeń.

A jakie były wyobrażenia na temat naszego rynku, formułowane nie tylko przez inwestorską "opinię publiczną", ale także przez wielu komentatorów i analityków? Od prawie dwóch lat do znudzenia powtarzane były opinie, że zagranicznych inwestorów już na warszawskiej giełdzie dawno nie ma. Podobno wyszli w szczycie internetowej hossy, zostawiając nas na pastwę losu z horrendalnie drogimi akcjami w portfelach. Tymczasem udział "zagranicy" w 2001 roku zwiększył się o 6 punktów procentowych (z 28% do 34%).

Od co najmniej roku powtarzane są do znudzenia opinie, że inwestorów indywidualnych na naszym rynku już prawie nie ma, a ci nieliczni, którzy jeszcze nie pożegnali się z giełdą, przenieśli się na rynek kontraktów terminowych. Tymczasem w ubiegłym roku udział krajowych inwestorów indywidualnych w obrotach akcjami obniżył się co prawda o 13 punktów procentowych (z 50% w 2000 r.), ale wciąż stanowił aż 37%. A więc ta grupa uczestników rynku nadal ma udział dominujący na warszawskim parkiecie!

Od co najmniej roku do znudzenia wmawiano nam, że fundusze emerytalne zdominowały nasz rynek i wyprawiają z nim, co tylko zechcą. A to utrzymują indeksy w wąskim przedziale, grając "od ściany do ściany", czyli kupując przy dolnym ograniczeniu tego przedziału i sprzedając w pobliżu górnego, i tak w kółko. A to kupują bez opamiętania, windując kursy na złość sporej części inwestorów, a przede wszystkim wbrew opinii analityków, którzy uważali, że rynek powinien spadać. To znów dołują papiery, powodując powstanie strat w portfelach "drobnicy". Tymczasem fakty są takie, że co prawda udział krajowych inwestorów instytucjonalnych zwiększył się z 22% w 2000 r. do 29% w 2001 r., ale grupa ta zajmuje dopiero trzecią lokatę, zostając o 8 punktów procentowych za inwestorami indywidualnymi!

Reklama
Reklama

Ciekawe, jak opublikowanie tych danych wpłynie na opinie inwestorów i komentatorów? Jestem gotów założyć się o spore pieniądze, że przejdą one bez echa, wkrótce wszyscy o nich zapomną, a już pod koniec tego tygodnia będę w stanie zacytować co najmniej trzy opinie komentatorów i analityków, mówiące o dominującym wpływie OFE.

Trudno się zresztą dziwić inwestorom, skoro fantazja ponosi nawet profesjonalistów. W ankiecie pytano przedstawicieli biur maklerskich nie tylko o strukturę aktywności poszczególnych grup inwestorów w ich instytucjach, lecz poproszono ich także o ogólną ocenę tej struktury w skali całego rynku. Okazało się, że mając do dyspozycji dość ścisłe informacje z własnego poletka, w ocenie rynku popełniali spory błąd, szacując udział inwestorów instytucjonalnych w obrotach akcjami na 38%, a więc aż o 9 punktów procentowych, czyli o jedną trzecią wyżej, niż wynikało to z obserwowanych przez nich faktów.Należy się jednak dziwić analitykom i komentatorom dość beztrosko serwującym publiczności swoje poglądy, często nie zmącone znajomością rzeczy (faktów) i jednocześnie zarzucającym innym permanentną omylność. Więcej pokory, panowie analitycy, pokory wobec rynku i przede wszystkim wobec faktów, więcej odpowiedzialności za słowo.

Na tym przykładzie rozbieżności między faktycznym stanem rzeczy a wyobrażeniami uczestników i obserwatorów rynku widać wyraźnie, jak wielkie jest ryzyko popełnienia błędu, operując tylko domysłami, subiektywnymi ocenami nie mającymi żadnego konkretnego punktu "zaczepienia" w rzeczywistości, kierując się często emocjami oraz dążeniem do osłabienia dyskomfortu wynikającego z poczucia bezradności w ocenie i przewidywaniu sytuacji na giełdzie. Często pewnie bywa tak, że to nie zagranica czy OFE "trzęsą" rynkiem, ale nasze wyobrażenia o ich domniemanej aktywności. Jeśli nie są one zgodne z faktami - biada faktom!

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama