Wczorajsza sesja powinna cieszyć właścicieli krótkich pozycji. Nastąpiło przełamanie poziomu wsparcia i wybicie w dół. Ceny kontraktów osiągnęły nowe lokalne minimum na 1327 pkt. Przyznam jednak, że czuję lekki niedosyt. Miałem nadzieję, że przebicie któregoś z newralgicznych poziomów, wsparcia bądź oporu, będzie przyczyną mocniejszego ruchu. Tak się jednak nie stało.

Z mocniejszym wahnięciem mieliśmy do czynienia jedynie zaraz po rozpoczęciu notowań na rynku kasowym, gdy słabość na nim wyzwoliła falę podaży na kontraktach. Ta fala spowodowała zejście cen na niższe poziomy, a co najważniejsze - pod poziom wsparcia. Pod nim były ustawione wcześniej zlecenia "stop", które na dobre pogrążyły rynek. Szybko jednak znaleźli się chętni do obrony cen. Popyt kierował się bliskością kolejnego wsparcia, jakim jest wzrostowa linia trendu (1310-15 pkt.) oparta o dołki z października i grudnia ub.r. oraz stycznia br. Linię tę można bowiem uznać za dolne ograniczenie klina zwyżkującego, w granicach którego odbywa się obecny, czteromiesięczny ruch. Wybicie z tego trójkąta zakończyłoby wzrosty i należałoby się spodziewać kolejnej fali bessy. Linia ta będzie więc mocno przez popyt broniona. Martwi także mały obrót, jaki został wczoraj wygenerowany. Przy przejściach przez ważne poziomy obrót powinien być większy, co podkreślałoby wagę techniczną sygnału. Wczorajszy obrót jej podkreśla. Niemniej wydaje się, że pierwszy krok został zrobiony. Teraz najprawdopodobniej czeka nas droga do linii trendu (1310-15 pkt) w celu jej przetestowania. Nie spodziewam się, by walka na tym poziomie była krótka. Tego poziomu byki nie mogą oddać.