Ryszard Czerniawski, wiceprezes GPW, określa taki początek jako dobry. - Nie oczekiwaliśmy, że wszyscy zainteresują się tymi kontraktami. Trudno więc o zachwyty. Wiadomo, że z reguły inwestorzy lubią poobserwować sobie nowy instrument. Dopiero potem zaczynają składać zlecenia - zauważa wiceprezes Czerniawski.
Teraz giełda będzie się uważnie przyglądać, czy nowy produkt radzi sobie samodzielnie na rynku. - Spodziewamy się, że obroty na nowych kontraktach będą systematycznie rosnąć. Jeśli jednak po pewnym okresie uznamy, że potrzebna jest pomoc, to zorganizujemy akcję promocyjną - dodaje R. Czerniawski.
Dobrym prognostykiem jest fakt, iż zdecydowaną większość obrotów generują inwestorzy indywidualni. CDM Pekao SA, będący jedynym animatorem, informuje PARKIET, że odpowiada on za transakcje na zaledwie kilka sztuk. - Także wśród otwartych pozycji są tylko pojedyncze należą do nas - usłyszeliśmy w biurze maklerskim.
CDM Pekao SA - pełniąc funkcję animatora - musi wystawiać zlecenia o wielkości co najmniej 10 sztuk po każdej stronie rynku. Dotyczy to najszybciej wygasającej serii, ponieważ na późniejsze minimalne zlecenie wynosi dwa razy po 5 sztuk. Dla tej pierwszej serii spread (różnica między najlepszym zleceniem kupna i sprzedaży) nie może przekraczać 20 pkt. w trakcie sesji i 30 pkt. na otwarcie. Dla serii późniejszych wynosi on odpowiednio 30 pkt. i 40 pkt.
Mimo niewielkiego obrotu, start trzynastej klasy kontraktów futures na warszawskim parkiecie można uznać za udany. Na każdej z pierwszych pięciu sesji doszło do zawarcia transakcji przynajmniej na serii najbliższej wykonania (marcowej). Na tej serii nie można też było narzekać na brak ofert i, co najważniejsze, w piątek spread przez sporą część sesji wynosił tylko 2-4 pkt. Faktem jest jednak, że większość zleceń, poza tymi wychodzącymi od animatora, opiewała zaledwie na 1 kontrakt.