W okresie od końca marca 2000 do końca lutego br. jednostka OFE Bankowy zwiększyła wartość o zaledwie 4,66%. Tymczasem średnia ważona dla tego okresu dla całego rynku wynosi 15,22%, czyli do minimalnej wymaganej stopy zwrotu, która wynosi 7,61%, Bankowemu brakowało prawie 3 pkt. proc. Gdyby PTE PKO/Handlowy musiało już w lutym uzupełnić różnicę między osiągniętą przez fundusz a minimalną wymaganą stopą zwrotu, do każdej jednostki musiałoby dopłacić 39 groszy. Łącznie kosztowałoby je to blisko 20 mln zł.
Dla zarządzających Bankowym pewnym pocieszeniem może być fakt, że dopłatą jest zagrożony jeszcze jeden fundusz - Skarbiec-Emerytura. Jednak w tym przypadku ewentualna dopłata na jednostkę wyniosłaby 5 gr (wg wyników z lutego), czyli łącznie niewiele ponad 1,6 mln zł.
Dla PTE PKO/Handlowy wyłożenie kolejnych 20 mln zł na dopłaty do funduszu (do tej pory wydało na to już blisko 40 mln zł) nie powinno być problemem i klienci otrzymają owe 39 gr na jednostkę. Jednak za jakiś czas dopłata rzędu 30-40 gr na jednostkę mogłaby oznaczać dla PTE bankructwo.
Od marca 2000 r. aktywa Bankowego wzrosły prawie o 540 mln zł. Gdyby fundusz utrzymał tę dynamikę przez następne dwa lata i na koniec tego okresu znowu musiał dopłacić 39 gr na jednostkę, musiałby wyłożyć już blisko 35 mln zł.
Jeszcze większe kwoty musiałyby wyłożyć towarzystwa zarządzające funduszami o większych aktywach, a w przypadku największych OFE już teraz konieczność dopłaty na tym poziomie mogłaby oznaczać nawet bankructwo towarzystwa. Np. PTE Commercial Union na taką dopłatę już teraz musiałoby wydać ponad 160 mln zł, a PTE ING Nationale-Nederlanden - 120 mln zł. Z tym, że przy obecnej metodzie wyliczania średniej ważonej stopy zwrotu (a więc uwzględniającej udział danego towarzystwa w aktywach wszystkich OFE), największym funduszom dopłata nigdy nie będzie grozić.