Stalexport, obarczony dużym zadłużeniem i stratami, walczy o przetrwanie. Dlaczego doszło do tak znaczącego pogorszenia kondycji spółki?
Głównie z powodu tworzenia przez poprzedni zarząd stalowego holdingu, w skład którego weszły m.in. huty oraz spółki zajmujące się skupem i przerobem złomu. Stalexport w latach 1995-2000 zainwestował ponad 800 mln zł. Nakłady na Hutę Ostrowiec, Elstal-Łabędy i Walcownię Rur Jedność zostały przekroczone w porównaniu z planami o ponad 400 mln zł. Inwestycje te nie były finansowane ze środków własnych, tylko z kredytów. Spółki produkcyjne należące do grupy generowały straty. Tylko w latach 1998-2000 przekroczyły one 500 mln zł.
W wyniku przeszacowania wartości aktywów, w tym głównie związanych z częścią produkcyjną, Stalexport musiał utworzyć w 2000 r. ponad 700 mln zł rezerw. Z tego powodu strata spółki w 2000 r. wyniosła 578 mln zł. Na początku ub.r. firma stanęła na skraju bankructwa i tylko znacząca restrukturyzacja i oddłużenie może ją uratować. Dlatego w lipcu 2001 r. wystąpiliśmy z wnioskiem o otwarcie postępowania układowego z wierzycielami.
Do postępowania układowego zostało zgłoszonych ok. 631 mln zł zobowiązań. Najwięcej (235 mln zł) stanowią zobowiązania pozabilansowe, czyli gwarancje i poręczenia. Zobowiązania wynikające z obligacji zamiennych wynoszą 163 mln zł, a kredytów bankowych 138 mln zł. Pozostała kwota to m.in. zobowiązania handlowe oraz z tytułu rozliczeń z pracownikami i inwestycji. Z jakimi propozycjami wystąpiliście do wierzycieli?
Zaproponowaliśmy wierzycielom 40-proc. redukcję naszych długów. Wspólnie z doradcą, firmą Booz Allen&Hamilton, uznaliśmy to za optymalny wariant. Z pozostałej kwoty zobowiązań spółka jest w stanie zwrócić gotówką 25% w 20 kwartalnych ratach, po rocznej karencji. Za 35% zobowiązań włączonych do układu proponujemy wydanie nowych akcji. Aby emisja doszła do skutku, musimy obniżyć wartość nominalną akcji.