Od średnioterminowego szczytu na poziomie 1486,2 pkt. na wykresie indeksu mamy spadkowy układ pięciu fal. Zakończył się on na poziomie 1327,8 pkt., potem przyszła klasyczna wzrostowa trójka. Na jej szczycie wielu inwestorów oczekiwało kolejnej silnej fali wzrostowej i nowego średnioterminowego szczytu, zwłaszcza w sytuacji, gdy na giełdach zachodnich doszło do poprawy sytuacji. Ostatnie dwie sesje, a zwłaszcza wczorajsza, rozwiały nadzieje. Mamy drugą czarną świecę, lukę bessy i przełamaną linię średnioterminowego trendu wzrostowego. Zwłaszcza ten ostatni sygnał ma bardzo duże znaczenie. Warto zauważyć, że na wykresie WIG-u analogiczna linia została przełamana dwa tygodnie wcześniej, a zachowanie wskaźnika A/D line, który w ubiegłym tygodniu ustanowił nowe długoterminowe dno, również ostrzegało przed takim rozwojem sytuacji.
Pierwsza fala spadków trwała prawie 3 tygodnie i miała 155 pkt. długości. Obecna zaczęła się na poziomie 1419,2 pkt. i na razie jej długość to zaledwie 72 pkt. (8 dni). W perspektywie najbliższych kilku tygodni (do końca marca) indeks z łatwością powinien spaść poniżej pułapu 1300 pkt. Myślę, że w ramach obecnej fali spadkowej WIG20 może sięgnąć rejonu 1200-1250 pkt. Być może dla wielu inwestorów jest to w tej chwili zbyt pesymistyczny scenariusz. Liczą oni na większy przelew z ZUS do OFE i na efekt window dressing pod koniec marca br. W lutym ZUS przekazał jedynie 560 mln zł, a do 11 marca włącznie tylko 86 mln zł. Biorąc pod uwagę trudną sytuację budżetu, nie liczyłbym zbytnio na poprawę sytuacji w marcu. Być może zaległości w stosunku do OFE zostaną uregulowane w ciągu najbliższych miesięcy poprzez "jakieś obligacje". Jeśli chodzi o window dressing, to na początku czerwca ub.r. również przełamana została linia trendu wzrostowego i po silnych spadkach oczekiwanego efektu nie było. Reasumując, czynniki techniczne przemawiają za dalszą istotną przeceną na GPW, a fundamentalne rozważania, co może się zdarzyć w ciągu najbliższych tygodni, mogą okazać się mało przydatne.