Po 25 stycznia br., czyli dotychczasowej kulminacji silnego, średnioterminowego trendu wzrostowego, kursy papierów większości blue chipów wkroczyły w fazę korekty. Jej nadejście przyspieszył drugi w tym roku nieudany atak WIG20 na 1500 pkt. Indeks ten stracił od tego czasu ok. 7%. Najbardziej przyczyniły się do tego spółki z sektora zaawansowanych technologii. Głęboko pod kreską znalazły się także takie tuzy, jak PKN Orlen i KGHM.
Przed większym spadkiem indeks spółek o największej kapitalizacji uchroniły właściwie tylko banki. Dodatnią stopę zwrotu można było osiągnąć w tym czasie na inwestycji w akcje BRE i BZ WBK. W stabilnym trendzie wzrostowym utrzymuje się także Pekao SA. Inwestorom nie przeszkadza nawet fakt, że oprócz BZ WBK, banki te są już wycenione drożej niż ich inwestorzy strategiczni.
- Wybór inwestorów pada na banki niestety raczej w drodze selekcji negatywnej. Właściwie za wszystkimi pozostałymi blue chipami ciągną się bowiem jakieś negatywne historie. Nasze banki nie są obecnie ani szczególnie tanie, ani rentowne. Fundamentalnie nie ma przesłanek do dalszego wzrostu ich notowań. Niemniej myślę, że nadal będą zachowywały się nie gorzej od rynku i z pewnością nie zostałyby pominięte, jeżeli na giełdę ponownie zawitałaby wzrostowa fala - powiedział PARKIETOWI Marek Juraś, analityk Commercial Union PTE BPH CU WBK.
Według niego, jednym z istotnych powodów takiego stanu jest fakt, że banki są dobrze postrzegane przez inwestorów zagranicznych. - Te podmioty otwierając pozycje w Polsce stawiają na płynność waloru, towarzyszące mu ryzyko i szanse poprawy efektywności funkcjonowania danej spółki. Przy takich kryteriach nasze największe banki wydają się relatywnie atrakcyjną inwestycją - dodał Marek Juraś.
Stosunkowo mało stracili także w ostatnim czasie udziałowcy Agory.