- Węgry to konkurencyjny rynek, przytłoczony rywalami zagranicznymi. Polska, jako kraj o największej w tym regionie gospodarce, jest rynkiem atrakcyjnym, ale ze strukturalnego punktu widzenia najmniej pociągającym. Dzięki pokaźnemu systemowi banków państwowych i obecności licznych banków zagranicznych jest też najbardziej konkurencyjnym rynkiem w Europie Środkowej - opiniuje. - Naszym głównym faworytem jest tu Pekao (z rynkiem), który uważamy za najlepiej zarządzany bank w tym regionie, mający znakomity dorobek zarówno z punktu widzenia redukcji kosztów, jak i z punktu widzenia generowania wartości dla akcjonariuszy.
Według analityka, na atrakcyjności polskich banków giełdowych negatywnie odbija się znaczny udział, jaki w rynku bankowym mają podmioty państwowe, oraz fakt, że brak dominacji banków państwowych nie pozwala narzucić dyscypliny w kształtowaniu cen za usługi.
- Kolejną komplikacją jest duża koncentracja depozytów w bankach państwowych - na trzy przypada aż 28% papierów. Stwarza to strukturalne utrudnienie dla banków prywatnych, bo ich rentowność zależy od rozpiętości marż. Ta zaś, w stosunku do innych krajów środkowoeuropejskich, jest w Polsce najbardziej rozległa. Takie uzależnienie przyczynia się do uwrażliwienia na obniżanie stóp procentowych. Ponieważ uwarunkowania makroekonomiczne nie sprzyjają wzrostowi przychodów, wzrost zysków - według analityka J.P. Morgan Chase - będzie zapewne funkcją ich restrukturyzacji.
Polski rynek bankowy - kontynuuje analityk - cierpi na rozdrobnienie. Żaden z polskich banków nawet nie zbliża się do takiego udziału w rynku, jaki na Węgrzech ma OTP. A duża rentowność polskich banków jest głównie skutkiem wysokiej marży odsetkowej. Dochody prowizyjne, mające duży udział w rentowności aktywów, odzwierciedlają w większym stopniu niewielką skalę owych aktywów niż wysokość pobieranych opłat. Wysokie marże są jednak w pewnym stopniu zjadane przez rozdęte struktury operacyjne.
Niska wydajność polskich banków - twierdzi dalej - rzuca się jeszcze bardziej w oczy, jeśli porównać je z bankami w innych krajach europejskich. W Polsce na jednego pracownika banku w I półroczu ub.r. przypadało bowiem 461 000 euro, gdy na Węgrzech - 875 000 euro, a w Czechach - 928 000.