Wniosek o sądową ochronę był ostatnią deską ratunku dla firmy, która pod różnymi nazwami działa od 132 lat. Koncern z siedzibą w Cincinnati przez długi okres był bananowym monopolistą (kontrolował ok. 70% światowego rynku tych owoców). Ostatecznie pokonała go... Unia Europejska. W 1993 r. zdecydowała, że większość cytrusów będzie importować z byłych kolonii krajów UE, przede wszystkim z Afryki. Na owoce z innych części świata zostały nałożone tzw. limity. Tymczasem Chiquita eksportuje towar z plantacji w Ameryce Środkowej.

Władze koncernu z determinacją walczyły o przetrwanie. Dzięki wpływom wśród polityków udało się im nakłonić amerykańską administrację do wypowiedzenia UE wojny (tzw. wojna bananowa). W ramach restrykcji USA obłożyły wysokimi cłami m.in. dostawy serów z Francji. Unia pozostawała jednak nieugięta, a bez dostępu do rynków europejskich kondycja bananowego potentata pogarszała się z miesiąca na miesiąc.

W styczniu 2001 r. Chiquita poinformowała, że nie jest w stanie spłacić 90 mln USD kredytów i poprosiła inwestorów o zamianę 860 mln USD długów na akcje firmy. Nowojorska giełda zareagowała na to 50-proc. przeceną bananowych walorów (do 1,5 USD). Kiedy kilka miesięcy później Amerykanom udało się dogadać z Unią, zadłużona na ponad 1,5 mld USD Chiquita nie była już w stanie samodzielnie funkcjonować. Firma zwróciła się w listopadzie 2001 r. do sądu o ochronę przed wierzycielami, wykorzystując przepisy rozdziału 11 prawa upadłościowego. Umożliwia on dalsze funkcjonowanie spółki, ale po głębokiej restrukturyzacji i pod kontrolą kredytodawców. Jak widać po ostatnich giełdowych notowaniach - udało się.