Najbardziej w ubiegłym tygodniu spadały znane spółki, np. GE stracił 9,6%, a IBM - 12%. Na listę firm, których akcje spadły do najniższego rocznego poziomu, trafiły AOL Time Warner, AT&T, IBM, Merck oraz Verizon Communications. "Duże spółki stały się przewartościowane głównie z tego powodu, że ich akcje były gremialnie kupowane przez menedżerów funduszy inwestycyjnych" - komentował dla tygodnika "Barron`s" Byron Wien, strateg inwestycyjny w firmie Morgan Stanley.
Zupełnie inaczej zachowywały się wskaźniki opisujące los akcji małych spółek. Russell 2000 wzrósł o 3,5%. Od początku roku zyskał on 5,88%, S&P mid cap 6%, natomiast S&P small cap 9%. Tymczasem DJIA od 1 stycznia zyskuje tylko 1,7%. S&P 500 traci 3,2%, a Nasdaq Composite aż 10%. Amerykańskie giełdy cierpią więc na rozdwojenie jaźni - podczas kiedy na łeb na szyję spadają dawni prymusi, gdzieś, na drugim planie, toczy się historia indywidualnych najczęściej inwestorów, którzy na małych akcjach wciąż pomnażają swój majątek.
Optymistyczny debiut
Tego, że optymizm nie opuścił Wall Street, dowodzi udany debiut giełdowy JetBlue Airways, którego walory wzrosły w piątek o 67% w porównaniu z ceną emisyjną. Kapitalizacja JetBlue ustaliła się na poziomie 1,8 mld USD. Jest więc porównywalna z połączoną kapitalizacją United Airlines oraz US Airways. Te dwie linie lotnicze mają 1000 samolotów, natomiast JetBlue tylko 24. Taki wybuch inwestycyjnego optymizmu akurat w sektorze przewoźników lotniczych? Kto by się spodziewał?
"Inwestorzy po prostu obserwują rynek, próbują przewidzieć, co się zdarzy" - komentuje Michael Murphy z Wachovia Securites dla agencji ABC News. "Chcą zapoznać się z większą liczbą raportów kwartalnych, żeby wyrobić sobie pogląd na to, co dzieje się w przedsiębiorstwach. Wstrzymują się z zakupami dręczeni niepewnością. Co stanie się bowiem z giełdą, jeżeli na Bliskim Wschodzie dojdzie do czegoś bardziej dramatycznego niż dotychczas?".
Giełda rozrywki