Według agencji Bloomberga, GE zabiega o kredyty w łącznej wysokości 15 mld USD, a Goldman Sachs jest jedynym bankiem inwestycyjnym, który odniósł się do tych starań negatywnie. Tego rodzaju podejście naraża go jednak na utratę intratnych zleceń, dotyczących gwarantowania emisji papierów wartościowych oraz doradztwa przy ewentualnych przejęciach.
Główni rywale, tacy jak Merrill Lynch czy Morgan Stanley Dean Witter, nie są skłonni podejmować takiego ryzyka. Obawiają się bowiem, że coraz silniejsza konkurencja ze strony banków komercyjnych może ich pozbawić poważnej części wpływów związanych z gwarantowaniem emisji, zwłaszcza obligacji śmieciowych, podczas gdy udzielanie kredytów przyciąga klientelę, zapobiegając tej tendencji.
Dyrektor generalny Goldman Sachs Henry Paulson jest innego zdania. Uważa on, że korzyści związane z działalnością kredytową są znikome i dlatego decyduje się na nią tylko w stosunku do największych klientów. Tak było z kredytem wynoszącym 2 mld USD dla AT&T - firmy, która bardzo często korzystała z usług doradczych Goldman Sachs. Tymczasem General Electric składał tylko nieliczne znaczące zlecenia.
Goldman Sachs odmawiał zresztą pomocy kredytowej także innym czołowym spółkom, takim jak Ford Motor czy brytyjski potentat telekomunikacyjny Vodafone Group. Ten ostatni zrewanżował się nowojorskiej instytucji finansowej, ograniczając korzystanie z jej usług.