Minister finansów Pedro Malan liczy, że uzyska z tej transakcji co najmniej 5,9 mld reali. Oficjalnie jej celem jest "zwiększenie wartości banku", ale analitycy utrzymują, że wpływy z prywatyzacji zostaną w większości przeznaczone na spłatę zadłużenia kraju, czego domaga się Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Obecnie w rękach państwa znajduje się 71,8% walorów Banco do Brasil. Pozostali akcjonariusze to fundusz emerytalny urzędników sektora bankowego, który kontroluje 13,7-proc. pakiet oraz państwowy Bank Rozwoju (5,8%). Do inwestorów prywatnych należy 8,7% akcji.
Spółki, które chcą być notowane na Novo Mercado, muszą mieć odpowiednie rozproszenie akcjonariatu (minimum 25% walorów w rękach inwestorów prywatnych). Aby spełnić ten wymóg, skarb państwa musi sprzedać co najmniej 16,3-proc. pakiet akcji Banco do Brasil. - Pierwsze notowanie powinno odbyć się najpóźniej na początku czerwca - zapowiada prezes banku Eduardo Giumaraes.
- Wszystko wygląda bardzo ładnie, tyle tylko, że moment przeprowadzenia całej operacji został wybrany niezbyt szczęśliwie - uważa Robert Lacoursiere, analityk sektora bankowego w Lehman Brothers. Już w październiku Brazylię czekają bowiem wybory prezydenckie i zachodzą uzasadnione obawy, że politycy będą wykorzystywać sprzedaż banku w swoich kampaniach. Prywatyzacja państwowych przedsiębiorstw nie cieszy się w Ameryce Łacińskiej popularnością, gdyż zazwyczaj wiąże się ze znacznymi redukcjami personelu.
Notowane już na głównym parkiecie brazylijskiej giełdy walory banku radzą sobie w ostatnim czasie zupełnie dobrze. Od początku br. ich kurs zyskał 13%, a w minionych 12 miesiącach 38% (indeks Bovespa stracił w tym okresie 9,5%).