Jak Pan ocenia proces konsolidacji giełd papierów wartościowych, szczególnie w Europie?
Byłbym bardzo ostrożny z używaniem słowa konsolidacja. Owszem, obserwujemy ostatnio tendencję do łączenia się giełd, ale jednocześnie powstają też nowe rynki na świecie. Łącznie liczba giełd papierów wartościowych na świecie jest od lat w miarę stała, i sięga ok. 150 instytucji. Nazwałbym zachodzące zjawiska raczej istotnymi zmianami w branży, a nie konsolidacją.
Zmiany te idą w dwóch kierunkach. Z jednej strony, wyraźnie wyodrębnia się grupa kilku dużych giełd, które starają się przejmować mniejszych rywali. Takie podejście widoczne jest np. na amerykańskim NASDAQ, a w Europie najlepszym przykładem jest Euronext. Z drugiej strony, np. Deutsche Börse przyjęła inny model, można powiedzieć tzw. wertykalnej integracji, i wcale nie jest powiedziane, że będzie ona zainteresowana jakimkolwiek przejęciem. Nie zapominajmy też o tworzących się rynkach elektronicznych, wykorzystujących internet, do których może należeć przyszłość.
Jak Pan widzi przyszłość GPW w światowym sektorze giełd papierów wartościowych?
Widziałbym GPW w podwójnej roli. Na pewno jako lokalne centrum finansowe, jednak jednocześnie rynek aktywny w skali międzynarodowej. Jako przykład można podać współpracę giełd australijskiej i singapurskiej. Połączyły one swoje systemy, umożliwiając inwestorom lokowanie kapitałów na obu rynkach, jednak nie było mowy o jakimś przejmowaniu. Wymieniły się one tylko swoimi udziałami. To jest - moim zdaniem - najlepsze rozwiązanie, bo nikt lepiej nie będzie działał na rynku singapurskim, niż tamtejsza giełda, a także nikt nie będzie lepiej zarządzał australijskim rynkiem niż Australijczycy. Podobnie jest z GPW i takie rozwiązanie byłoby dla niej najlepsze.