Donald Ross, zarządzający 28 mld USD w National City Investment Management, określił to zjawisko jako "niewidoczny rynek byka".
Dwie trzecie spółek wchodzących w skład indeksu S&P 500 odnotowało wzrost kursów akcji od końca 2001 r., a inwestorzy podnieśli do rekordowych poziomów dwa inne indeksy - S&P 600 Smallcap (dla małych firm) i S&P 400 Midcap (dla średnich). - Szerokość rynku jest zadziwiająco dobra - mówi Ross.
Zarządzający funduszami wycofują pieniądze z największych spółek i lokują w mniejszych, licząc na szybszy wzrost ich zysków. Inwestorzy twierdzą też, że finanse mniejszych firm są łatwiejsze do zrozumienia, co jest szczególnie ważne po bankructwie Enrona.
Zupełnie inaczej było przed dwoma laty, kiedy to wzrost kursów akcji kilku największych spółek, takich jak Cisco Systems i Microsoft, wywindował indeksy na rekordowe wyżyny. Ale też od końca 1999 r. z rynkowej wyceny tylko tych dwóch firm wyparowało ponad 550 mld USD.
- Trwa dość znaczna alokacja środków, wycofywanie ich z akcji megaspółek - powiedział Robert Streed zarządzający miliardem dolarów w Northern Select Equity Fund. Streed zredukował udział w portfelu akcji General Electric, które staniały w tym roku o 18%, natomiast kupił papiery dystrybutorów artykułów przemysłowych Fastenal i W.W. Grainger i obie te spółki właśnie osiągnęły historyczne maksima. Kapitalizacja Fastenal wynosi 3,1 mld USD, Graingera 5,1 mld USD. General Electric jest największą pod tym względem spółką na świecie i rynek wycenia ją na 326 mld USD.