Oj, coś mi to nieładnie pachnie. Analitycy i specjaliści ostrzegają, że po ostatniej obniżce stóp procentowych miejsca na kolejne redukcje w najbliższych miesiącach już właściwie nie ma. A tymczasem - pod presją populistów - bardzo racjonalni faceci zdają się "pękać". Mowa o wytrawnych politykach: Marku Borowskim i Aleksandrze Kwaśniewskim. Pierwszy przyznaje, że wśród jego partyjnych kolegów narasta niezadowolenie z działań Rady Polityki Pieniężnej i że nie może już trzymać w szufladzie sugestii nowelizacji ustawy o NBP. Drugi zaś - w opisywanym przez PARKIET wywiadzie dla tygodnika "Polityka" - snuje rozważania o ewentualnej likwidacji RPP. Woda na młyn populistów? Objaw ulegania naciskowi PSL czy Samoobrony? A może tylko sprytna metoda na uciszenie najbardziej agresywnych krytyków NBP?

Sprytu politycznego Aleksandrowi Kwaśniewskiemu - jak zwykle zresztą - nie brakuje. Rzucona - z pozoru niemal mimochodem - sugestia ewentualnej likwidacji RPP i ustanowienia jednoosobowego kierowania polityką pieniężną (jeśli doszłoby do zmiany konstytucji) to bardzo zgrabny wybieg. Deklaracja obrony dotychczasowych zasad konstytucyjnych to pozorny ukłon w stronę tych, którzy są zaniepokojeni ewidentnymi zakusami na likwidację niezależności banku centralnego. Ale PREZYDENCKIE pytanie o sens istnienia Rady to już gest w stronę "swoich". Gest ewidentny, mimo socjotechnicznie nagłaśnianego (i dementowanego...) rzekomego sporu prezydenta z premierem. Tylko, co z tego wyniknie dla gospodarki?

Dotychczasowy brak korelacji polityk: budżetowej i pieniężnej wystawia fatalne świadectwo zarówno niedouczonym politykom, jak i uczonym specjalistom z Rady. I jest na pewno jednym z powodów dramatycznej zapaści gospodarczej. Zmiany sposobu zarządzania Narodowym Bankiem Polskim nie są jednak żadną receptą na kłopoty. Podstawowym problemem pozostaje bowiem tragicznie niski poziom orientacji ekonomicznej polityków i ich destrukcyjny wpływ na gospodarkę. W podatnym na tanie populistyczne hasełka (bo biednym i niewykształconym ekonomicznie) społeczeństwie, slogany upraszczające widzenie świata znajdują podatny grunt. Stąd absurdalne, a przecież bardzo powszechne mniemanie, że RPP umyślnie hamuje wzrost gospodarczy trzymając na zbyt wysokim poziomie stopy procentowe. I że ich drastyczne obniżenie - bez bolesnych reform strukturalnych - uzdrowi sytuację.

Dotychczas można było być niemal pewnym, że tak naprawdę zamach na niezależność RPP jest skazany na niepowodzenie z uwagi na godny pochwały zdrowy rozsądek prezydenta. Teraz jednak wiara ta może zostać zachwiana. Widać bowiem, że Aleksander Kwaśniewski szuka wyjścia z coraz bardziej niekomfortowej sytuacji. Stąd pewnie sugestia powrotu do przeszłości, do starego modelu zarządzania NBP. Prezydencka teza o rzekomej mniejszej podatności jednoososobowego kierownictwa kluczowej dla państwa instytucji na wpływy polityczne jest jednak cokolwiek dziwaczna. Bowiem w tym samym wywiadzie dla "Polityki" - tyle że kilka wierszy wcześniej - prezydent sam podkreśla, że dobrą stroną "alienacji" ciał kolegialnych (jak np. RPP) jest "nieuleganie naciskom politycznym". Coś tu nie gra, Panie Prezydencie. Powrót do przeszłości może jest wygodnym wyjściem z niewygodnej dla Pana sytuacji. Ale może okazać się fatalnym rozwiązaniem dla gospodarki. Teraz więc pozostaje nam trzymać kciuki zarówno za niezależność NBP, jak i Pana Prezydenta.