Początek dnia nie zwiastował niczego nadzwyczajnego. Byliśmy 12,1% powyżej parytetu, a więc dokładnie na poziomie wtorkowego zamknięcia. Dolar kosztował 3,97 zł, euro 3,62 zł. Kursy wobec poszczególnych walut nieco się więc zmieniły, ale był to głównie efekt sytuacji na rynku eurodolara. Wydawało się, że przez cały dzień będziemy właśnie w okolicach 12%. Ale znowu zostaliśmy zaskoczeni. Tym razem sprawcą zamieszania był Marek Belka. Wicepremier powiedział bowiem, że jego zdaniem złoty jest za mocny. Belka chce rozpocząć rozmowę z RPP na temat możliwych rozwiązań tej kwestii. Jednocześnie zasugerował on, że nie jest przeciwny odwróceniu "całkowitego upłynnienia złotego".
Po wypowiedzi Belki złoty wyraźnie stracił. O 13.00 byliśmy na 11,5%, przy kursach 4,00 zł i 3,636 zł. Potem doszło do niewielkiego odreagowania. Dotarliśmy do 11,7%. Kursy ustabilizowały się w okolicach 3,995 zł i 3,625 zł.
Po południu wypowiedział się Andrzej Bratkowski, wiceprezes NBP. Jego zdaniem interwencja na rynku walutowym byłaby nierozważna i kosztowna. Złoty właściwie nie zareagował na te słowa.