Pierwszym zwiastunem tego, że wypadki mogą potoczyć się po myśli strony podażowej, było przecięcie od góry na przełomie marca i kwietnia, opisującej zwyżki z minionego roku. Jednak do tego sygnału można było podchodzić z dużą rezerwą, gdyż prosta o podobnym znaczeniu już raz została przełamana, a nie doprowadziło to do zmiany trendu. Była ona oparta o dołki z marca i października i została złamana pod koniec grudnia. Jednak, gdy rynek zorientował się, że był to fałszywy ruch, zaczął gonić uciekający kurs, co dało w rezultacie styczniową dynamiczną zwyżkę. Wygląda na to, iż to był ostatni akcent aktywności byków w tej fali wzrostowej, gdyż potem było już tylko gorzej. Po wykonaniu ruchu powrotnego do linii trendu doszło do przebicia SK-100, a następnie pokonany został szczyt z października 2001 r. W sumie od styczniowego ekstremum cena spadła o blisko 18%, co, biorąc pod uwagę, że poprzednie większe korekty wynosiły 11,6% w czerwcu i lipcu oraz 10% w listopadzie, należy potraktować jako potwierdzenie pesymistycznych przewidywań.
Nie bez znaczenia jest również fakt, iż kurs od trzech miesięcy znajduje się poniżej wstępnej linii trendu malejącego, łączącej górki ze stycznia i marca. Dwie kwietniowe próby wybicia się powyżej niej zakończyły się niepowodzeniem, co w konsekwencji przyniosło przyspieszenie spadków. Symptomatyczne jest przy tym zachowanie dziennego RSI, który spadł do najniższego poziomu od lutego ub.r., potwierdzając w ten sposób słabość kupujących. Dużego wyprzedania tego wskaźnika nie traktowałbym jako sugestii wyczerpywania się potencjału spadkowego, a wręcz przeciwnie - jako znak utwierdzania się przewagi podaży.
Jednocześnie warto spojrzeć na wykres Jutrzenki w dłuższej perspektywie, z której dobrze widać, że zwyżki z minionego roku zatrzymały się dokładnie na wysokości 61,8-proc. zniesienia fali spadkowej, trwającej od połowy 1999 r. do I kwartału 2001 r. Z tego punktu widzenia nadal możemy mówić jedynie o korekcie tamtych spadków, a nie o zmianie długoterminowego trendu na wzrostowy. W najgorszym wypadku mogłoby to przynieść powrót bessy na rynek tych akcji, ale w tym momencie za wcześnie jest, by cokolwiek w tym względzie przesądzać. Tym bardziej że możemy znaleźć szereg czynników, dających nadzieję na to, że tak źle nie będzie i wzrosty mają szansę szybko powrócić. Tu zwróciłbym uwagę na dwa elementy: przebieg dziennego wskaźnika akumulacja-dystrybucja, pokazującego zainteresowanie tymi walorami tzw. silnych rąk, a także tygodniowego MACD, którego spadki można traktować jako ruch powrotny do poziomu równowagi, stanowiącego dla niego wsparcie. Często tak bywa, że oscylator odbija się od niego, sygnalizując w ten sposób chęć powrotu byków do gry.
W sumie krótkoterminowe perspektywy nie wyglądają dobrze i nie należy się spodziewać, by zniżki zostały wyhamowane wcześniej niż na wysokości 18,60 zł, gdzie znajduje się 38,2-proc. zniesienie całej fali wzrostowej, a także szczyt z czerwca i dołek z listopada ub.r. To daje jeszcze 4-proc. potencjał zniżkowy. Obecnie trudno jest zasugerować konkretną strategię inwestycyjną. Na pewno w krótkim terminie nie warto trzymać tych papierów, a ewentualne odbicie wykorzystać do zamknięcia pozycji. Oczywiście jest to równoznaczne z brakiem przesłanek do angażowania gotówki już w tej chwili. Jednocześnie należy pamiętać o niejasnościach w ocenie walorów w dłuższym terminie, dających nadzieję, że trwające zniżki mogą okazać się jedynie korektą fali wzrostów z minionego roku. Ale trzeba pamiętać o tym, że sama obrona wsparcia przy 18,60 zł nie stanie się automatycznym sygnałem kupna. nBZ WBK
Opisywane w ubiegłym tygodniu negatywne sygnały nie ustępują i jest coraz większe zagrożenie wejściem tych akcji w fazę korekty całej fali wzrostów. Dla przypomnienia sygnałem jej rozpoczęcia będzie zamknięcie poniżej 69,20 zł.