Jeszcze w piątek kurs Hetmana zachowywał się spokojnie. Wprawdzie fundusz był jednym z dwóch NFI, które zyskały na wartości, ale skala zwyżki (3,4%) nie była imponująca. W poniedziałek Hetman poszybował o ponad 45%, wczoraj na zamknięciu kurs wyniósł 5,35 zł (w czasie sesji sięgał prawie 6 zł), co daje wobec piątku wzrost o 58,7%.

Przyczyna jest znana: NFI zamierza skupić własne akcje w wezwaniu lub wezwaniach i szacuje, że zaoferuje w nich cenę 8-10 zł za papier. To wyznacza granice zwyżki. Cenę wezwania liczy w prosty sposób: od wartości aktywów odejmuje wartość własnych akcji, które już ma w portfelu, ale otrzymaną w ten sposób kwotę dzieli przez te akcje, które znajdują się poza jego kontrolą. Obecni akcjonariusze korzystają więc na tym, że NFI przejął wcześniej pakiet własnych walorów po cenie niższej od przypadającej na nie wartości aktywów. W wezwaniu przed kilkoma miesiącami Hetman oferował jedynie 5 zł za walor. Czy to było fair wobec ówczesnych akcjonariuszy? - To była decyzja o charakterze inwestycyjnym. Nie wiedzieliśmy wówczas jeszcze, co z umarzaniem akcji w NFI, bo trwał spór w tej sprawie między Skarbem Państwa a Octavą. Inwestorzy, którzy zostawali w NFI, ponosili więc związane z tym ryzyko. Gdyby się okazało, że muszą czekać na dystrybucję pieniędzy do 2005 r., to zapewne inwestorzy, którzy sprzedali akcje po 5 zł, czuliby się wygrani. Poza tym inaczej wyglądał nasz portfel. Od tego czasu zrealizowaliśmy 5 transakcji sprzedaży udziałów wiodących, ale wówczas nie było przesądzone, jak potoczy się przebudowa portfela. Wezwanie po 5 zł byłoby nie fair, gdybyśmy już wówczas planowali obecnie deklarowane operacje i wiedzieli, że ich realizacja jest prawdopodobna - tłumaczy Maciej Dąbek, prezes Hetmana.

Informuje nas także, że fundusz nie złożył jeszcze wniosku do KPWiG w sprawie zgody na przekroczenie progu 50% głosów na WZA, ale zamierza zrobić to w najbliższym czasie. Fundusz zamierza ogłosić wezwanie bez zwłoki, po uzyskaniu zgody Komisji. Będzie chciał kupić tyle akcji, na ile starczy mu gotówki. W miarę upłynniania aktywów zamierza powtarzać operacje. Chce bowiem dać szansę wyjścia z inwestycji wszystkim akcjonariuszom. Czy walory sprzeda grupa Banku Austria, kontrolująca ponad 45% kapitału NFI, nie wiadomo. Będzie miała taką możliwość. Prezes Dąbek zapewnia przy tym, że wszyscy akcjonariusze będą traktowani jednakowo.

W najbardziej radykalnym wariancie NFI może skupić wszystkie własne akcje. To oznacza likwidację, ale niekoniecznie. Teraz fundusz będzie kupował papiery w celu umorzenia. Pakiet blisko 25% kupił w celu odsprzedaży. - I na odsprzedaż możemy się zdecydować. Nie wykluczamy więc, że zaoferujemy je dotychczasowym lub nowym akcjonariuszom w ofercie, tak jak oferuje się nową emisję. Pozyskane środki zagospodarowalibyśmy zgodnie z nową strategią. Moglibyśmy z inwestorami wynegocjować zmiany w statucie, warunki zarządzania i inne kwestie - deklaruje prezes Dąbek. Szanse na to, że fundusz przetrwa na rynku, realizując nową strategię (zamiast lokat na rynku pieniężnym nowe inwestycje w przedsiębiorstwa) ocenia wysoko. Zwraca uwagę, że wiele instytucji finansowych, jak na przykład fundusze emerytalne czy towarzystwa ubezpieczeniowe, poszukują nowych możliwości inwestycyjnych i podmioty private equity mogą je zapewnić.