"W ostatnich 8 miesiącach nasza waluta umocniła się w stosunku do USD blisko o 13%, a o 11,5% w stosunku do euro. Za dolara płacono ostatnio poniżej 4 zł, a za euro 3,53 zł. To odbija się na wynikach eksporterów, zwłaszcza KGHM i spółek z sektora meblarskiego. (....) Choć nie wiadomo, jaki scenariusz wydarzeń przyniesie nam życie, to większość ekonomistów spodziewa się osłabienia polskiej waluty pod koniec roku"(...) "WIG 20 spadł poniżej 1300 pkt. Kurs Elektrimu jest już na poziomie z końca 1996 r. Trudne chwile przeżywają akcjonariusze TP SA i Netii" - prawdziwe? aktualne? Oczywiście, z tym tylko zastrzeżeniem, że cytaty te pochodzą z PARKIETU, który ukazał się w maju ubiegłego roku. Co ciekawe, wówczas także pisano o ataku na niezależność NBP, gdy w Sejmie o mały włos nie doszło do nowelizacji ustawy ograniczającej wynagrodzenie kierownictwa banku centralnego oraz nakazującej wspieranie polityki rządu. Obecnie na celowniku zamiast NBP znalazła się Rada Polityki Pieniężnej, obwiniana niemal za wszystkie plagi nawiedzające nasz kraj, w tym za mocnego złotego.
Może trudno w to uwierzyć, ale także przed rokiem pisaliśmy o męczącym trendzie bocznym na GPW. Trwał on od marca do czerwca 2001 r. Wybicie indeksu w dół jest bardzo prawdopodobne. Nie widzę powodów, dla których akcje miałyby rosnąć - twierdził wówczas Paweł Homiński, zarządzający OFE Dom. Etatowy PARKIETOWY pesymista Tomasz Jóźwik przewidywał wówczas wielką "zwałę". Niestety, mieli oni rację. WIG20 w ciągu wakacyjnych - tradycyjnie nudnych na giełdzie - miesięcy tracił systematycznie na wartości, by 3 października osiągnąć 990 pkt. A co działo się ze złotym?
Nasza waluta pomimo pohukiwania polityków i eksporterów, że jest zbyt mocna wcale się nie osłabiała i trwała w dobrej kondycji do połowy lipca. "To był prawdziwy czarny piątek. Wystarczył jeden dzień, by złoty stracił 6%" - relacjonował ówczesne załamanie kursu na łamach PARKIETU analityk BPH Marek Zuber. Właściwie wszyscy wtedy podkreślali, że złoty jest przewartościowany, ale mało kto spodziewał się, że może dojść do tak gwałtownego spadku. W ciągu kilku dni kurs dolara wzrósł z 4 do 4,5 zł. Osłabienie tłumaczono zamieszaniem politycznym, związanym z próbą odwołania ministra skarbu Aldony Kameli Sowińskiej. Po wstrząsie polska waluta ustabilizowała się wokół 4,2 za dolara i przez kolejne miesiące oscylowała wokół tego poziomu.
Ponieważ historia lubi się powtarzać, uważam, że i tym razem po "strząśnięciu" złoty odzyska swoje siły, abstrahując od bezpośrednich przyczyn obecnego zawirowania na rynku walutowym. Polskie papiery skarbowe są bowiem cały czas bardzo atrakcyjnie oprocentowane dla zagranicznych inwestorów i ciężko będzie ich zrazić do naszej waluty. Same nawoływania przedstawicieli lewicy do interwencji banku centralnego na rynku w celu osłabienia złotego tylko na chwilę mogą ich przestraszyć. Jeśli nawet taka interwencja nastąpi, to będzie mieć krótkotrwały efekt, gdyż zbliżająca się perspektywa wejścia Polski do Unii Europejskiej cały czas przyciąga nowy kapitał. Tegoroczna próba osłabienia nadzwyczaj silnej korony przez czeski bank i rząd też niczego nie dała. Na wartości zyskuje też cały czas węgierski forint. Po prostu, do silnej waluty chcąc nie chcąc będziemy się musieli w perspektywie najbliższych 2 lat przyzwyczaić. Kijem Wisły się nie da zawrócić. Niestety, negatywnie odbije się to na naszym eksporcie, ale tutaj magicznym zadaniem do zrealizowania dla polskich firm jest poprawa efektywności. Pod pręgierzem silnej krajowej waluty jest ona na po prostu wymuszana. I to jest dobra strona mocnego złotego. Po wejściu do Unii takie firmy z pewnością będą bardziej konkurencyjne i efektywne w stosunku do zachodniej konkurencji. W efekcie zyskać może na tym także kulejąca obecnie warszawska giełda.