Ostatnie notowania kontraktów na WIG20 nie przybliżyły rynku do zakończenia nużącego marazmu. Minimalny spadek przy znikomej aktywności inwestorów nie ma żadnej wartości prognostycznej.
Pewne nadzieje można wiązać z faktem, że kontrakty od początku miesiąca przebywają poniżej 1320 pkt. Ten poziom dawał wsparcie od połowy lutego, a teraz byki mają problem, by powyżej niego powrócić. Z drugiej strony, jeśli rzeczywiście byłby to poważny sygnał osłabienia koniunktury, to powinien zachęcić do dokonania większych spustoszeń w szeregach byków. Nie udało się jednak domknąć okna hossy z początku roku przy 1295 pkt., a to właśnie zakończenie dnia poniżej tej wartości potwierdziłoby pesymistyczne przesłanie przebicia się poniżej 1320 pkt.
Zresztą ostatnie wahania na rynku terminowym są tak niewielkie, że każdy silniejszy ruch doprowadzi do diametralnej zmiany sytuacji technicznej i będzie prawdopodobnie rozstrzygał o kierunku trendu w dłuższej perspektywie. Dlatego stawianie prognoz nie ma w tej chwili większego sensu, a pozostaje jedynie czekać na dalsze sygnały.
Dwie strategie wydają się teraz możliwe. Zajmowanie długiej pozycji przy 1300 pkt. z ciasno ustawionym zleceniem obronnym oraz nadzieją na kontynuację ruchu bocznego i wzrost w kierunku 1360 pkt. W drugim wariancie można zasugerować pozostawanie poza rynkiem do chwili zamknięcia poniżej 1s295 lub 1360 pkt. i inwestowanie zgodnie z kierunkiem trendu powstałego po opuszczeniu tendencji horyzontalnej. Odległość od wsparcia jest w tej chwili na tyle niewielka, że nie warto wyprzedzać zachowania rynku i z otwieraniem krótkich pozycji należy odczekać do jego przełamania. Wtedy stworzy się szansa na zbicie cen przynajmniej o 70 pkt. i osiągnięcie poziomu luki hossy z 3 stycznia br.