Można sądzić, że ubiegłotygodniowy atak popytu zaobserwowany na krajowym rynku akcji miał silny związek z realokacją kapitałów zaangażowanych w poprzednich miesiącach na giełdzie budapeszteńskiej (szczyt BUX-a i dno WIG20 wypadły równocześnie 7-8 maja). Już znacznie wcześniej, obserwując bardzo dobrą koniunkturę panującą w tym roku na rynkach w Budapeszcie i Pradze, można było liczyć na to, że z czasem narastające różnice w wycenie spółek zachęcą aktywnych w regionie Europy Środkowej inwestorów do przesunięcia aktywów na naszą giełdę. Wydaje się, że w ubiegłym tygodniu impulsem do tego stały się obawy przed podwyżką stóp na Węgrzech, która rzeczywiście nastąpiła we wtorek, zapowiadając w tym kraju początek okresu zaostrzania polityki finansowej, rozluźnionej przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Gdyby powyższe wytłumaczenie ostatniego wzrostu na GPW było poprawne, to raczej nie zapowiadałoby trwałości tego ożywienia, jako że trudno uznać, iż skala zaangażowanego kapitału mogłaby mieć wystarczające na dłuższą metę znacznie.
Na krótszą metę można uznać, że ten wzrost stanowi początek "letniej zwyżki", będącej elementem rozbudowanej korekty trwającej od 22 lutego. Za jej prawdopodobny docelowy zasięg, który zostanie osiągnięty po 2-3 tygodniach obecnej konsolidacji, można uznać okolice poziomu 1430 pkt. Tegoroczna koniunktura na "emerging markets" bije na głowę marne osiągnięcia zachodnich rynków rozwiniętych, a ta wysoka względna siła peryferyjnych giełd, przecenianych raz po raz wskutek kryzysów finansowych w latach 1994-2001, powinna utrzymać się przez wiele lat. Na krótką metę wydaje się jednak, że główne trendy na GPW nadal, jak to było w poprzednich latach, będą ściśle zależeć od rozwoju sytuacji na głównych rynkach. Tam zaś systematyczny spadek dolara, ponownie silnie dodatnio ostatnio skorelowanego z cenami akcji i wzrost kursu ujemnie skorelowanego złota ujawniają narastanie negatywnych konsekwencji utrzymywania przez Fed rekordowo niskiego poziomu stóp procentowych.