Dyrektor generalny Międzynarodowego Stowarzyszenia Transportu Powietrznego (IATA), Pierre Jeanniot, uważa, że najlepsze, na co branża może liczyć, to zmniejszenie o połowę ubiegłorocznej straty, która wyniosła 12 mld USD. Na dorocznym kongresie IATA w Szanghaju Jeanniot powiedział prezesom linii lotniczych, że nawet bez ataków terrorystycznych na USA, ta branża i tak poniosłaby straty, bo nadmiernie rozbudowano możliwości przewozowe większości przedsiębiorstw.
Popyt na podróże lotnicze spadł aż o jedną trzecią, gdyż ludzie unikali latania po tym, co stało się na Manhattanie. IATA szacuje, że cała branża lotnicza, łącznie z liniami krajowymi, straciła w ub.r. 17 mld USD. Dramatycznie więc zakończył się trwający 7 lat okres prosperity w lotnictwie pasażerskim.
W całym ub.r. ruch lotniczy zmniejszył się o 5,7%, co było największym spadkiem w historii IATA. Straty połączeń międzynarodowych były aż 2,5 raza większe niż 4,8 mld USD w 1992 r. w wyniku wojny w Zatoce.
Jeanniot stwierdził też, że wyniki branży w pierwszym kwartale nie są zbyt zachęcające, aczkolwiek ożywienie gospodarcze pomogło nieco zmniejszyć straty. Wyraził też nadzieję, że sprywatyzowanie większości linii lotniczych spowoduje zaostrzenie dyscypliny finansowej w tych przedsiębiorstwach.
Szansą na poprawę wyników może też być koncentracja w tej branży, gdyż takie duże grupy, jak Star Alliance, do której w sobotę został zaproszony LOT czy Oneworld w większym stopniu potrafią wykorzystać ewentualne ożywienie w ruchu lotniczym.