Niezależnie od tego, jak dobrze dziennikarze będą pisać o polskiej reprezentacji i jak optymistyczne będą o niej wyobrażenia, wynik meczu ustalony zostanie dzięki umiejętnościom zawodników. Na giełdzie powinna obowiązywać podobna zasada, w której wartość spółek ustalana jest przez wiadomości z samej spółki i jej rynkowego otoczenia. Opinie analityków, marzenia inwestorów czy wielkość aktywów poszczególnych funduszy nie powinny ustalać wyceny spółki. Jedyną determinantą powinien być zysk danej firmy i jej perspektywy.

Ostatnie dwie sesje trochę tę prawidłowość popsuły. Wszystko za sprawą przelewów do OFE, które przez ostatnie dwa dni przekroczyły 600 mln zł. Przy zmniejszonej aktywności zagranicznych inwestorów (Londyn świętował), fundusze próbowały podciągnąć najważniejsze spółki. Najsilniejszymi papierami były te stanowiące największy udział w aktywach funduszy - PEO, TPS, PKN.

sMimo dramatycznych spadków na rynkach zachodnich, zarówno poniedziałkowa sesja, jak i wczorajszy początek były popisem wrodzonych byczych umiejętności OFE. Tak sztuczny wzrost musiał skończyć się szybką przeceną, a pytanie było tylko kiedy. Spółdzielnia funduszy wytrzymała wczoraj już tylko godzinę, po której lawina podaży ostudziła rozpalone bycze głowy i bardzo szybko sprowadziła kontrakty poniżej poziomu, skąd zaczynały wzrost. Minimum sesji mieliśmy na 1371 pkt., czyli tuż nad ostatnim dołkiem i luką hossy. Obrona tego poziomu była ostatnio bardzo mocna i z marszu go nie pokonamy. Na najbliższych sesjach można się jeszcze spodziewać utrzymania konsolidacji (1368-13410), a przy następnej przecenie Eurolandu fundusze nie zdołają już chyba utrzymać wsparć i powinniśmy w ślad za zachodnimi giełdami wybić się dołem, zamykając na kontraktach lukę hossy i spadając w okolice 1345 pkt.