Zarząd Mostostalu Płock od dawna nie ukrywał, że ten rok będzie dla spółki trudny. Zmniejszenie inwestycji w sektorze petrochemicznym, który jest głównym zleceniodawcą płockiej firmy, spowodowało, że coraz trudniej pozyskać jest intratne kontrakty. W efekcie spadają przychody Mostostalu. Podczas gdy w 1999 r. wyniosły 137 mln zł, to w ubiegłym roku już tylko 98 mln zł. W I kwartale tego roku sprzedaż osiągnęła 21,7 mln zł.

Spółka wraz ze swoim inwestorem strategicznym bardzo liczyła na zawarcie kontraktu na budowę przeprawy przez Wisłę w Płocku. - W tym tygodniu rozstrzygnięto ten przetarg. Nie wygrał go Mostostal Warszawa. A na pewno warszawska spółka zleciłaby część robót swojemu płockiemu imiennikowi. Ta informacja mogła być jednym z powodów spadku kursu - mówi Tomasz Binkiewicz, analityk branży budowlanej DM BOŚ.

Jego zdaniem, deprecjacji sprzyja także konflikt pomiędzy zarządem spółki a jej pracownikami. Mostostal zapowiedział bowiem na ten rok zwolnienia około 1/3 załogi. Chce to zrobić unikając zwolnień grupowych. Związki zawodowe domagają się natomiast wyższych odpraw.

Jednym z czynników, które w ostatnich miesiącach windowały kurs Mostostalu Płock, były próby uzyskania większej kontroli nad spółką przez akcjonariuszy mniejszościowych. Zarzucają oni kierownictwu giełdowej firmy preferowanie inwestora strategicznego przy rozdziale wolnych środków finansowych (Mostostal Płock kupuje od Mostostalu Warszawa weksle komercyjne). Żądają m.in. wypłaty wyższej dywidendy i rozpoczęcia skupowania własnych akcji w celu umorzenia. - Wydaje się, że możliwość osiągnięcia swoich celów przez akcjonariuszy mniejszościowych jest coraz mniejsza i o wolnych środkach będzie nadal decydował Mostostal Warszawa. Lepiej więc kupić walory inwestora strategicznego - uważa T. Binkiewicz.