- To zemsta naszych babć - pokrzykuje Oller znad rozklekotanych szwajcarskich krosien z lat 20. ub. wieku, na których tka się teraz miesięcznie 6 tys. m2 płótna. - Przychodzą tu z córkami i z dumą pokazują im, jak się wiąże pieluszki - wyjaśnia.
Jednorazowe pieluszki znalazły się bowiem wśród tych towarów, na które nie stać wielu Argentyńczyków, gdyż dewaluacja peso o dwie trzecie gwałtownie podniosła ceny papieru i innych importowanych towarów. Zmusiło to konsumentów do powrotu do dawnych zwyczajów. Przestali wyrzucać coś, co jeszcze nadaje się do użytku, i raczej naprawiają, niż wymieniają na nowe uszkodzone sprzęty.
Wciąż rosnące ceny, trwająca już prawie cztery lata recesja i 25-proc. stopa bezrobocia zmniejszyły siłę nabywczą Argentyńczyków do poziomu najniższego od ćwierć wieku. Ceny konsumpcyjne w tym roku wzrosły średnio o 21%, ale na przykład mąka i oliwa zdrożały ponadtrzykrotnie.
Niektóre spółki obniżają ceny, zmniejszając koszty opakowań. Coca-Cola znowu sprzedaje swoje napoje w zwrotnych szklanych butelkach, które przed 15 laty za-stąpiono droższymi plastikowymi i aluminiowymi pojemnikami. - W obecnej sytuacji musimy dać ludziom wybór, bo inaczej nie kupią naszych produktów - powiedziała Maria Marta Llosa z argentyńskiego oddziału Coca-Coli.
Sklepikarze przystosowują asortyment do potrzeb, a przede wszystkim możliwości klientów. O ponad połowę spadła w tym roku sprzedaż markowych zagranicznych towarów, natomiast coraz częściej ludzie kupują tańsze miejscowe produkty. Na przykład litr krajowego płynu do mycia naczyń kosztuje 1 peso, a za 3/4 litra płynu Ala produkowanego przez Unilever trzeba zapłacić 1,4 peso.