W centrum uwagi większości aktywnych uczestników gry na GPW znajdowało się dzisiaj spotkanie o być albo nie być naszej reprezentacji na MŚ w Korei. To chociaż po części tłumaczy nikły handel podczas poniedziałkowej sesji i nie trzeba używać znanego słowa na "m" - dla porządku przypomnę że chodzi o słowo "marazm".

Wobec powyższego oraz z racji początku tygodnia proponuję przyjrzeć się wykresowi tygodniowemu. W ostatniej analizie doszukiwałem się tam formacji harami. Istotnie, rynek miał i ma poważne kłopoty ze wzrostem ponad pułap formacji na 1385 pkt., ale kolejne świece swym wyglądem wcale nie potwierdzają figury szczytowej. Trzy doji z rzędu zdają się raczej świadczyć o tym, że chęci sprzedających do pozbywania się akcji maleją wraz ze zbliżaniem się do połowy białego korpusu z pierwszej dekady maja, na 1340 pkt. Popyt może poczuć się jeszcze pewniej biorąc pod uwagę obecność EMA-15 i 55 na zbliżonym do ww. poziomie. Zatem w średnim terminie perspektywa ataku na opór w okolicach 1400 pkt. jak i linię szyi 15--miesięcznej odwróconej głowy z ramionami jest wciąż aktualna.

Trudniej natomiast doszukać się adekwatnych symptomów na wykresie dziennym. Tu WIG20 znajduje się w dolnym przedziale 3--tygodniowego pasma wahań i nie można wykluczyć, iż po sforsowaniu wsparcia na 1370 pkt. sytuacja powtórzy się w odniesieniu do 1355 pkt. Zauważmy bowiem, że na wykresie kontraktów na WIG20 powstaje opadający kanał (notabene może to być również flaga) - podobny układ powstałby na wykresie indeksu, w razie spadku w okolice najważniejszego średnioterminowego wsparcia na 1337 pkt. Poziom ten stanowi także 62-proc. zniesienie majowej "minihossy".

Oscylatory dopuszczają kontynuację przeceny - zwłaszcza po sygnale sprzedaży na MACD. Trzeba przy tym podkreślić istotny fakt - mianowicie niemal wszystkie wskaźniki (poza RSI) przebywają ponad linią równowagi, ponadto dystans dzielący wskaźniki szybkie od poziomów wyprzedania istotnie zmniejszył się po kilku sesjach spadków. Może to świadczyć o wtórnym i ograniczonym charakterze spadków.