Spółka Virt-x, notowana na giełdzie londyńskiej, a konkretnie w jej segmencie przeznaczonym dla małych spółek o dużym potencjale wzrostowym - Alternative Investment Market (AIM), rozpoczęła działalność w czerwcu 2001 r. Jej właścicielami są: operator giełdy szwajcarskiej SWX Swiss Exchange oraz konsorcjum złożone z czołowych światowych banków inwestycyjnych, wśród których znajdują się tacy potentaci, jak Credit Suisse First Boston czy Merrill Lynch. Od początku zapowiedziano, że głównym celem nowego ogólnoeuropejskiego rynku, działającego za pośrednictwem łączy elektronicznych, jest zdobycie 10-proc. udziału w handlu akcjami największych spółek z Europy, wchodzących w skład indeksu Dow Jones Stoxx 600. Do tej pory, w żadnych z kwartałów Virt-x nie osiągnął tego celu, choć 9,2% w drugim kwartale br. to wynik już dość zbliżony do zakładanego.
- Mimo to na miejscu SWX byłbym rozczarowany. Virt-x wciąż wyraźnie przegrywa konkurencję z czołowymi europejskimi giełdami - powiedział Bloombergowi Peter Lewis, główny analityk globalnego rynku akcji w londyńskim biurze SG Securities. Warto też podkreślić, że 95% spółek wchodzących w skład Dow Jones Stoxx 600, którymi obracano za pośrednictwem Virt-x, to firmy notowane na giełdzie w Zurychu.
Ogółem inwestorzy dokonali w drugim kwartale br. za pośrednictwem Virt-x 7,6 mln transakcji o łącznej wartości 626 mld euro. Spółka zapowiedziała też wczoraj, że spodziewa się niewielkiego zysku w pierwszej połowie br. Na razie inwestorzy nie bardzo wierzą w przyszłość tego elektronicznego rynku. Od początku br. notowania Virt-x na AIM spadły już o 46%. Dla porównania ceny akcji największych europejskich giełd, takich jak London Stock Exchange, Euronext czy Deutsche Börse spadły o kilka bądź kilkanaście procent.