Reklama

Jesteśmy barometrem gospodarki

Z Wiesławem Rozłuckim, prezesem zarządu GPW, rozmawia Adam Mielczarek

Publikacja: 27.06.2002 09:05

Spotykamy się tuż przed walnym GPW, chyba w najtrudniejszym okresie w 11-letniej historii warszawskiej giełdy.

Nie będę ukrywał - nie jest łatwo. Pamiętam jednak poprzednie lata (1992, 1994), kiedy było tak samo trudno, a potem przyszła hossa. Tym razem negatywne nastroje inwestorów pogłębia świadomość, iż problemy są częścią fundamentalnych problemów polskiej gospodarki. Giełda jest tylko wskaźnikiem tego, co dzieje się w gospodarce.

Dawniej mówiono, że PKB dynamicznie rośnie, a tu jakieś spadki na giełdzie. Niektórzy analitycy mówili o braku związku giełdy z gospodarką. Teraz jest inaczej - giełda jest silnym rynkiem, indeksy i notowania reagują silnie na stan gospodarki - jesteśmy barometrem gospodarki.

Skarb Państwa, właściciel 98% akcji, na walnym przegłosuje każdą uchwałę. Rzeczywisty uczestnik rynku - biura maklerskie - nie ma nic do powiedzenia. Czy nie widzi Pan tu problemu?

Proszę pamiętać - Skarb Państwa jest większościowym akcjonariuszem giełdy i korzysta ze swoich praw, jak na każdym rozwiniętym rynku. Co do monotonii - myślę, że to się powoli zmienia, coraz częściej widać, że Skarb Państwa interesuje się losem naszego rynku.

Reklama
Reklama

W porządku obrad jest punkt dotyczący zmiany składu Rady Giełdy. Jakich decyzji personalnych Pan się spodziewa?

To suwerenne decyzje właściciela.

A może Pan rozważa myśl o poddaniu się do dymisji?

Proszę pamiętać - jestem prezesem zarządu nie samozwańczo, ale z wyboru właścicieli spółki. Akcjonariusze giełdy każdorazowo mają prawo wprowadzać zmiany w składzie zarządu, a jego obowiązkiem jest uznać ich wolę. Nie widzę przesłanek do złożenia rezygnacji, patrząc wstecz lata mojej pracy są szczelnie wypełnione pracą dla rozwoju Giełdy. Myślę, że stabilność zarządu jest dobrym sygnałem dla rynku.

Nie da się jednak ukryć, że dekoniunktura odbija się bezpośrednio na prowadzonej przez Pana spółce?

Tak, wyniki za rok ubiegły (zysk netto ponad 25 mln zł) są o połowę niższe niż za 2000 rok. Ostatni spadek obrotów spowodował, że obecnie jesteśmy na minusie. Sytuacja, w której giełda ponosi straty, jest nowa dla wszystkich. Przypomnę tylko, że do końca pierwszego kwartału panowała opinia, że nasze zyski są za wysokie, że zabijają rozwój rynku. Nie było nikogo, łącznie z radą giełdy, kto mówiłby, że należy je podnosić. Najlepiej - sugerowano - wychodzić na zero. I my działaliśmy w tym kierunku.

Reklama
Reklama

Według moich obliczeń, giełda generuje w tym roku na samej działalności podstawowej średnio miesięcznie straty w wysokości 1,54 mln zł...

Dokładne dane podamy na WZA giełdy, nie chcemy, by akcjonariusze dowiadywali się o wynikach z przecieków prasowych. Przytoczone przez pana szacunki są zawyżone.

...zaś odsetki, jakie GPW otrzymuje z lokat, to około 700-800 tys. zł miesięcznie.

Z odsetek mamy ponad 1 mln zł.

Nie zmienia to jednak faktu, że ponosicie straty. Coś z tym trzeba zrobić?

Nasza polityka przez lata była oczywista - w dobrych czasach akumulujemy środki na lata chude. I to udało się nam zrealizować. Zapewniam wszystkich inwestorów, że mamy wystarczająco dużo rezerw, żeby przetrwać trudne czasy. Giełda jest normalną spółką i w spokoju czekamy na koniunkturę.

Reklama
Reklama

Czyli podtrzymuje Pan obietnicę, składaną przy okazji każdej obniżki opłat transakcyjnych, że podwyżek nigdy nie będzie?

Żadna decyzja nie trwa wiecznie. Na razie nie przewidujemy zmiany naszej polityki. Zobaczymy jak będzie reagować na to rada nadzorcza, która może nam zalecić pewne decyzje w tej materii. Uszanujemy wolę akcjonariuszy, lecz nie sądzę, by powrót do poprzednich opłat był konieczny.

Doświadczenie pokazuje, że nieprawdą jest, iż obniżka opłat giełdowych automatycznie przyczyni się do wzrostu obrotów.

Czy wraz z obniżką opłat zmniejszacie także koszty własnego działania, co jest jednym z punktów Waszego planu strategicznego?Obniżka kosztów jest powiązana z pozostałymi punktami strategii (prywatyzacja, partner strategiczny). Nasz doradca, Boston Consulting Group, wyraźnie akcentował, że nie można ich rozdzielać, że jedynie kompletna realizacja da spodziewany rezultat. Działania mające na celu obniżanie kosztów podejmujemy stale, twardo negocjujemy ceny, korzystamy z outsourcingu czynności pomocniczych, trzymamy na stałym poziomie koszty pracownicze. Brzmi to niepopularnie, ale od ponad roku nie ma podwyżek wynagrodzeń i nie planujemy takich.

Giełdzie przydałyby się debiuty nowych spółek. Tymczasem od początku roku mamy zaledwie dwie nowe oferty publiczne.

Reklama
Reklama

To, że jest tak mało nowych firm na parkiecie, to zjawisko związane z dekoniunkturą. Giełda we Frankfurcie, która jest kilkadziesiąt razy większa od naszej, miała w tym roku zaledwie trzy debiuty. Taka jest po prostu rzeczywistość - koniunktura w skali światowej jeszcze się nie odbudowała, a my przecież silnie jesteśmy związani z gospodarkami świata.

Większość analityków krytycznie wypowiada się o nowych spółkach, czyli W. Kruk i ITI, twierdząc jednak, że na bezrybiu i rak ryba. Czy naprawdę tak trudno przyciągnąć dobre firmy na parkiet?

Warto kupować, gdy jest tanio. Jednak doświadczenie pokazuje, że inwestorzy wolą kupować, gdy ceny rosną. Obie oferty: W. Kruka i ITI oceniam bardzo pozytywnie. Zarządy miały okazję sprawdzić się w gospodarce rynkowej.

Nie podzielam więc sceptycznych opinii analityków. Mam nadzieję, że inwestorzy podejdą do tego w racjonalny sposób, tzn. wyeliminują ogólny negatywny nastrój i ocenią obie oferty bez złych doświadczeń z ostatnich kilkunastu miesięcy. Oczywiście, odrębną kwestią pozostaje cena jaką im się zaproponuje - tu zachodzi relacja podaż/popyt i takie też będą reakcje rynku.

To jednak ciągle tylko dwie firmy.

Reklama
Reklama

Ale za to jakie! ITI może przecież szybko trafić do indeksu WIG20. Już to pokazuje możliwości spółki. Rynek medialny, jak wszystkie inne, jest teraz w fazie przesilenia, ale jak już mówiłem wcześniej - odbuduje się, wróci koniunktura, wzrosną wydatki na reklamę, a media będą tego beneficjentem.

W. Kruk jest oczywiście mniejszy, ale nie tylko na dużych firmach się zarabia. Często zwrot z inwestycji w tego typu firmy jest większy. Kruk przeszedł duże zmiany, to sprawnie zarządzana firma i spodziewam się, że oferta będzie atrakcyjna dla mniejszych inwestorów.

Czy podtrzymuje Pan opinię, że indeksy w drugim półroczu ruszą do góry i wyprzedzą tym samym ożywienie gospodarcze?

Tak, jednak to moja prywatna opinia.

Od października tego roku giełdę może jednak spotkać cios w postaci odpływu gotówki na rynki zagraniczne w związku z liberalizacją przepływów kapitałowych.

Reklama
Reklama

Nie boimy się tego. Bardziej traktujemy to jak wyzwanie. Na wszelki wypadek działamy, aby zjawisku zapobiegać. Chcemy dać naszym inwestorom łatwiejszy i tańszy dostęp do rynków zagranicznych. Krajowi inwestorzy bardzo szybko się przekonają, jak wysokie są koszty transakcyjne na zachodnich giełdach i że perspektywy polskiego rynku wcale nie są gorsze od innych rynków.

W ramach zapobiegania wychodzenia kapitału z GPW mam na myśli notowanie nie tylko instrumentów dających ekspozycję na zachodnie indeksy, ale i wzajemne członkostwo, tak by dać naszym inwestorom możliwość swobodnego działania na innych parkietach.

Oby nie wyszło tak, jak z krótką sprzedażą. Nie da się ukryć, że jest to największa porażka naszego rynku.

To fakt. Wokół niej przez kilka lat narosło tak wiele mitów, że trudno będzie sytuację wyklarować. Np. to, że papierów nie mogą pożyczać inwestorzy zagraniczni. Zupełny absurd. Zdecydowaliśmy się zatem podjąć działania koordynacyjne, bo widzimy, że uczestnicy obrotu nie doprowadzili do sprawnego mechanizmu. Co gorsza, zainteresowane strony nie mogą się dogadać i pożyczki nie funkcjonują, choć są bardzo potrzebne.

Pewną nadzieję na generalną poprawę sytuacji daje dobrowolne zobowiązanie spółek do przestrzegania kodeksu dobrych praktyk. Sam Pan jednak wielokrotnie wskazywał, że ich przyjęcie nie przyniesie nagłej poprawy sytuacji, a jedynie powstrzyma proces degeneracji rynku.

Zwracam szczególną uwagę na słowo: nagle. Nie należy liczyć, że sukcesy będą szybkie i natychmiastowe. Zasady dobrych praktyk powoli się przyjmą i będą generowały wartość w dłuższej perspektywie. Dotychczas drobni inwestorzy sądzili, że tak być musi, że widocznie duży może więcej, a oni mają się z tym godzić. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że tak być nie musi. My popieramy rozwiązania konstruktywne - zasady corporate governance są krokiem w kierunku poszanowania drobnych akcjonariuszy i zwiększenia transparentności działania firm. Im szybciej zaczniemy wdrażać te zasady, tym lepiej i dla inwestorów i dla całego rynku.

W praktyce może być tak, że zarządy najpierw hurraoptymistycznie przyjmą kodeksy, a następnie ich prawnicy będą "badać", do czego można się posunąć. W efekcie granica tolerancji stopniowo będzie się przesuwać, aż wreszcie za kilka lat wrócimy do punktu wyjścia.

Nie, do punktu wyjścia już nie wrócimy. Te zasady, to nie jest kwestia samych zapisów, ale świadomości inwestorów, że przysługują im pewne prawa. Prasa o tym dyskutuje, inwestorzy między sobą wymieniają opinie. Być może analizują to prawnicy samych spółek. Na koniec to same spółki podejmą decyzję, czy podporządkują się zasadom dobrych praktyk. Inwestorzy, jeśli poczują, że spółka nie stosuje zasad corporate governance, zagłosują własnymi pieniędzmi sprzedając akcje i kupując akcje tych spółek, które respektują prawa wszystkich akcjonariuszy. A to finalnie znajdzie swój wyraz w cenie akcji.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama