Rzecznik komitetu protestacyjnego Jerzy Możdżyński powiedział rano dziennikarzom, że prezes Stoczni Szczecińskiej poinformował, iż będą pieniądze na dokończenie budowy pięciu statków, ale nie na dalszą pracę. Pytany, czy są już listy pracowników do zwolnienia, odpowiedział, że nie ma. Nieoficjalnie mówi się, że w nowej stoczni spośród 6 tys. dotąd zatrudnionych osób znajdzie pracę około 2,5 tys.
Do pracowników protestujących wczoraj przed Urzędem Wojewódzkim wyszedł wicewojewoda Andrzej Durka. Poinformował stoczniowców, że wystąpił do centrali Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych z wnioskiem o wypłatę pracownikom zaległych pensji. Zapewnił, że w tej sprawie jeszcze w środę lub w czwartek powinna zapaść decyzja. Wcześniej Fundusz odmawiał wypłaty, argumentując, że wpierw musi być decyzja sądu o upadłości Stoczni Szczecińskiej. Wczoraj sąd zdecydował, że zanim ogłosi ewentualną upadłość spółki, w sprawie majątku stoczni muszą wypowiedzieć się biegli. Sąd dał im na to trzy tygodnie. Wicewojewoda powiedział, że nie ma jeszcze decyzji, dla ilu z nich znajdzie się praca w nowej firmie, która ma powstać na bazie upadającej stoczni.
Nowy samochodowiec z Gdyni
- W Stoczni Gdynia SA przekazano wczoraj armatorowi izraelskiemu samochodowiec, którego wartość wynosi około 30 mln USD - poinformował rzecznik prasowy spółki Mirosław Piotrowski.
- Obecnie w Grupie Stoczni Gdynia, do której należy również Stocznia Gdańska, rozpoczęto za własne pieniądze budowę 16 statków. Na dziewięć z nich firma ma zapewnione finansowanie - powiedział Mirosław Piotrowski. Wyjaśnił także, że stocznia prowadzi negocjacje z bankami w sprawie finansowania produkcji pozostałych siedmiu statków. - Mamy nadzieję, że negocjacje zamkniemy w najbliższych tygodniach - powiedział rzecznik. Zaznaczył, że sytuacja związana ze Stocznią Szczecińską skomplikowała sytuację w całym sektorze stoczniowym, w tym także w sektorze bankowym. - Te same banki, które finansowały produkcję w Szczecinie, współpracują z nami - wyjaśnił Piotrowski.