Profesor orzekł, że to, co teraz dręczy poszczególnych inwestorów i cały rynek, to "niechęć do niejasności". Chodzi o to, że ludzie nie lubią niepewności. A teraz inwestorów niemal bez przerwy atakują informacje o przekrętach w księgowości wielkich firm, o chaosie w europejskim sektorze technologicznym czy też o zawirowaniach na rynku walutowym.
Stara maksyma uczy, że rynkiem rządzą strach i chciwość. To ona kazała inwestorom kupować akcje bez względu na ich cenę w czasie boomu lat 90. A teraz ludzie są tak przerażeni wszystkim, co się wkoło dzieje, że czynnik strachu pokonał w nich chciwość.
Dr Payne przyznaje, że są powody do obaw, ale określa jako nieracjonalny niepokój, że zła informacja z jednej spółki jest zła dla wszystkich spółek.
Jak zatem leczyć rynkową depresję? To proste! Wystarczy seria dobrych wyników spółek, wysokie dywidendy i zasadnicza zmiana prognoz gospodarczych. Ale dr Payne uprzedza, że nauka nie zna sposobu, by określić, kiedy rynek poczuje się lepiej. - Gdybym wiedział, kiedy koniunktura się odwróci, to przecież nie siedziałbym na uniwersytecie, a latał prywatnym odrzutowcem - z żalem stwierdził dr Payne.