Ceny ropy naftowej, które w piątek uległy niewielkiej zmianie, mogą wkrótce spaść, a to dlatego, że OPEC, który dostarcza jedną trzecią ropy na światowy rynek, potwierdził, że najprawdopodobniej zwiększy produkcję w czwartym kwartale, aby pokryć spodziewany wzrost popytu.
Opuszczający swe stanowisko sekretarz generalny Ali Rodriguez wyraźnie powiedział, że Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej "bez najmniejszych wątpliwości" zwiększy dostawy o milion baryłek dziennie, jeśli wzrośnie popyt. W środę OPEC utrzymał obecne wydobycie na poziomie najniższym od 11 lat.
Międzynarodowa Agencja Energii prognozuje, że w czwartym kwartale światowe zużycie ropy naftowej wzrośnie o 1,6 mln baryłek dziennie, a więc o 2%, do 77,9 mln baryłek w porównaniu z poprzednimi trzema miesiącami. Analitycy zwracają jednak uwagę, że popyt na energię zwiększy się tylko wtedy, gdy ożywienie gospodarcze w Stanach Zjednoczonych spowoduje wzrost również w innych krajach. Amerykańska gospodarka w pierwszym kwartale odnotowała tempo wzrostu największe od ponad dwóch lat, ale wiadomo prawie na pewno, że do końca roku taka dynamika już się nie powtórzy. W tej sytuacji znaczny wzrost popytu na energię wcale nie jest pewny.
Od strony podaży też nie należy oczekiwać większych zmian na rynku ropy naftowej. Meksyk, trzeci największy eksporter tego surowca spoza OPEC, zapowiedział w piątek, że w trzecim kwartale utrzyma swoje wydobycie na dotychczasowym poziomie, wspierając w ten sposób wysiłki OPEC zmierzające do podniesienia cen. Minister energii uzasadnił tę decyzję "interesami kraju i sytuacją na rynku ropy". Meksyk eksportuje obecnie 1,66 mln baryłek dziennie.
Rosja i Norwegia, które na początku roku też zgodziły się zmniejszyć wydobycie, zapowiedziały już, że od lipca zwiększą dostawy.