W piątek Nasdaq Composite zbliżył się do poziomu 1500 pkt. Najwyższa wartość, jaką indeks osiągnął w trakcie sesji, to 1486 pkt. Zamknięcie wypadło już tylko na 1462 pkt. W efekcie takiego przebiegu notowań na wykresie ukształtowała się świeca z 24-punktowym górnym knotem. To znak, że podaż jest silna i nie zamierza oddawać bez walki choćby skrawka zdobytego terenu. Co gorsza, podobne zachowanie, kiedy notowania rosną w trakcie sesji, a następnie spadają na jej zamknięcie, jest charakterystyczne dla tej fali wyprzedaży. Nasdaq Composite został ściągnięty w dół na sesjach 15 maja i 18 czerwca, co poprzedzało spadki. Może zatem być tak, że obrona wrześniowego dołka wystarczyła tylko na lokalną korektę. Wprawdzie początek poniedziałkowej sesji nie przesądza jeszcze o powrocie do bessy, test dołka na 1423 pkt. to najpewniejszy scenariusz na najbliższe dni.

Zasięg spadku, wynikający z formacji głowy z ramionami, realizuje średnia przemysłowa Dow Jones. Wprawdzie ostatnio wartość indeksu nieco wzrosła, jest już chyba za późno na pełny ruch powrotny do linii szyi. Oznaczałoby to wzrost wskaźnika w okolice 10 tys. punktów. Najpewniej mamy do czynienia tylko z lokalną korektą. Być może większy wzrost będzie udziałem największych amerykańskich firm, kiedy DJIA znajdzie się na 8,9 tys. pkt. Wtedy zasięg spadku wynikający ze wspomnianej formacji zostanie w pełni zrealizowany.

W ostatnich dniach dość ostro poszły w górę notowania na największych giełdach europejskich. Takie gwałtowne zrywy to z reguły tylko korekty w trendach spadkowych. Na razie z analizy technicznej nie wynika, żeby tym razem miało być inaczej. Zrówno FT-SE 100, DAX, jak i CAC-40 znacznie oddaliły się od zeszłorocznych dołków. Kupującym nie udało się na razie pokonać żadnych istotnych oporów, co mogłoby sugerować, że mamy do czynienia z poważną zmianą trendu. Nie przypuszczam, żeby zmiana taka mogła dokonać się bez krótkiej choćby konsolidacji. A takiej nie widać na wykresie żadnego ze wspomnianych indeksów.