- Trzeci kwartał obnaży prawdziwe słabości spółek. Nie będą one już w stanie ukrywać czy też "podrasowywać" rzeczywistej sytuacji finansowej. Nie wykluczam nawet ujawnienia afer księgowych. Nie będą tak spektakularne, jak w USA, ale z pewnością jest to tylko kwestia czasu, gdy usłyszymy o przykładach "twórczego" księgowania w Polsce - stwierdził w rozmowie z PARKIETEM Adam Ruciński, zarządzający funduszami w TFI PZU.
Analitycy nie chcą wymieniać najpewniejszych kandydatów do grona firm, mogących mieć problemy. Zwracają jednak uwagę, że wielu sygnałów dostarczyły tu raporty roczne za 2001 r.
Sektorem, który niejako z definicji powinien być wolny od podejrzeń o nierzetelne księgowanie zdarzeń gospodarczych, zawyżanie wyceny aktywów i niedoszacowanie rezerw, powinny być banki. Jednak ostatnie wydarzenia mogły zdecydowanie nadszarpnąć zaufanie inwestorów. Upadek Stoczni Szczecińskiej wywołał z jednej strony falę pytań o jakość badań, jakie przeprowadzał jej audytor, a z drugiej - o politykę tworzenia rezerw przez banki, które najwyraźniej nie dostrzegały (lub nie chciały dostrzec) ryzyka.
Sięgając w przeszłość można znaleźć jeszcze przynajmniej kilka innych przykładów z bankowego podwórka, które budzą poważne kontrowersje.
W czerwcu i lipcu ubiegłego roku z problemu złych kredytów "zręcznie" wyplątał się AmerBank. Podpisał wówczas ze swoim inwestorem strategicznym, DG Bankiem, umowy gwarancyjne w celu pokrycia ryzyka kredytowego o łącznej wartości ponad 50 mln euro. Przedstawiciele banku uznali, że w tej sytuacji nie ma już potrzeby zawiązania rezerw i zamiast o dotkliwej stracie poinformowali o osiągniętym zysku. Zastrzeżeń nie zgłosił także wówczas audytor. Według analityków takie rozwiązanie może budzić poważne wątpliwości. Ich zdaniem, gwarancje były tak skonstruowane, że ich wyegzekwowanie od inwestora strategicznego byłoby praktycznie niemożliwe.