Poniedziałkowe odrobienie strat na amerykańskich indeksach dało rano sporo optymizmu. Cały Euroland ruszył do odrabiania ostatniej, ponad 5-proc. przeceny, tyle tylko, że nas ona ominęła i odbijać nie było po czym. Mimo to, atmosfera optymizmu udzieliła się na otwarcie także polskiemu rynkowi.
Inwestorzy cieszyli się jednak tylko godzinę. Większość giełd bez większego powodu błyskawicznie straciła kilka procent. Strach i zdenerwowanie inwestorów sięgają zenitu. Wydaje się, że taka atmosfera powinna sprzyjać niedźwiedziom, a każda zła informacja wywoła kolejną falę wyprzedaży. Nie jest tak do końca. Na obecnym etapie rynki stały się niebezpieczne dla każdej ze stron. Mocno bowiem wzrosła zmienność, a kolejne księgowe afery połączone z ogromnym pesymizmem sprawiły, że sporo złych informacji jest już przez rynek zdyskontowane. Obecnie obrany kierunek w dłuższym terminie jest jak najbardziej słuszny, ale taka jest ludzka psychika, że po ogromnej przecenie akcji, ceny wydają się wyjątkowo atrakcyjne. Wszelkie wątpliwości powinny rozstrzygnąć najbliższe wyniki amerykańskich giełdowych gigantów, które albo oczyszczą rynek małym krachem, albo dadzą choć chwilę oddechu.
Nasz rynek harce zagranicznych giełd przyjmuje na razie dość spokojnie. Rozpiętość sesji to tylko 25 pkt. i na tle innych indeksów jest wręcz symboliczna. Technicznie rewolucji żadnej nie ma. Dalej mamy trend spadkowy i pomimo coraz bardziej napiętej sprężynki niedźwiedzie spychają kontrakty na nowe minima. Jedyna bycza nadzieja w pozytywnych dywergencjach wskaźników i ogromnym wyprzedaniu. Jednak przy tak rozemocjonowanym rynku dołka łapać bym nie próbował, tylko obserwował średnią kroczącą i górne ograniczenie kanału. Dopiero wyjście nad te poziomy pozwoli na więcej optymizmu.