Analitycy doszukują się wielu powodów, dla których akcje BOC tak nieudanie zadebiutowały w czwartek na giełdzie w Hongkongu. Wskazują przede wszystkim na niesprzyjające warunki rynkowe. W mijającym tygodniu miały miejsce gwałtowne spadki czołowych światowych indeksów giełdowych, a Hang Seng znajduje się na najniższym poziomie od dziewięciu miesięcy.
Eksperci podkreślają, że cena emisyjna prawdopodobnie była zbyt wysoka. Ustalono ją w górnych granicach widełek na poziomie 8,5 HK$, podczas gdy w końcu pierwszej sesji w czwartek ich kurs wynosił 8,1 HK$, a w piątek wzrósł tylko do 8,25 HK$. Nie bez znaczenia były też oczywiście opublikowane przed kilkoma dniami słabe wyniki Bank of China, wskazujące m.in. na rosnący poziom złych długów tej instytucji.
Wartość pierwotnej oferty jednostki Bank of China działającej w Hongkongu wyniosła ostatecznie 2,8 mld USD. Bank of China, drugi co do wielkości państwowy bank w Chinach, jako pierwszy z tamtejszych potentatów zdecydował się na wprowadzenie swoich akcji do obrotu na giełdzie w Hongkongu. Jego oferta spotkała się z ogromnym zainteresowaniem, zarówno ze strony inwestorów indywidualnych (27-krotna nadsubskrypcja), jak i instytucjonalnych (5-krotna nadsubskrypcja). Reklamę emisji BOC (Hongkong) zrobił jeden z najbardziej znanych finansistów w Hongkongu - Li Ka-shing, właściciel holdingu Hutchison Whampoa, który poproszony o wsparcie oferty, powiedział, że ma pełne zaufanie do niej i zadeklarował zainwestowanie w spółkę 200 mln USD.
Dziennik "Financial Times" wskazuje na fakt, że od pewnego czasu w Hongkongu trwa propaganda na rzecz debiutujących na rynku chińskich firm. Uprawiają ją praktycznie wszyscy tamtejsi finansiści. W przypadku BOC, poza Li Kashingiem, było to też przynajmniej siedem dużych spółek działających na tamtejszym rynku nieruchomości. Spowodowało to - zdaniem brytyjskiej gazety - że akcje BOC zostały zbyt wysoko wycenione i dlatego teraz ich kurs spada.