Cena złota spadła wczoraj rano w Londynie do 298,45 USD za uncję. Poziom 300 USD został przełamany po raz pierwszy od kwietnia, a przyczyną było największe od miesiąca umocnienie się dolara wobec euro, co zwiększyło koszty zakupu tego kruszcu dla klientów dysponujących innymi walutami. A tak drogo płacić nie chcieli.
Złoto staniało również dlatego, że spadł popyt na ten metal ze strony jubilerów, którzy jak zwykle w sierpniu pojechali na wakacje. Granica 300 USD okazała się jednak niczym więcej, jak barierą psychologiczną i tak jak łatwo sprzedający przełamali ją na porannej sesji, tak również bez trudu cena złota wróciła ponad ten poziom. Na popołudniowym fixingu uncja kosztowała już 302,25 USD, ale jednak o 0,8% mniej niż w środę.
Ropa naftowa znowu trochę wczoraj zdrożała, tym razem pod wpływem informacji o kolejnym zamachu terrorystycznym w Jerozolimie. Grozi to bowiem zaostrzeniem bliskowschodniego konfliktu, a to zwiększa obawy o zakłócenia w dostawach ropy z tego regionu na światowy rynek. Jego uczestnicy doskonale pamiętają, jak w kwietniu Irak wstrzymał eksport ropy, aby poprzeć Palestyńczyków w ich walce z Izraelem. Inne kraje islamskie wtedy nie przyłączyły się do tego bojkotu. O 14.30 londyńskiego czasu baryłka ropy gatunku Brent z dostawą na wrzesień kosztowała o 0,6% więcej niż na środowym zamknięciu, ale później staniała do 24,48 USD i była droższa niż w środę już tylko o 0,15%.
O wiele bardziej, bo o 1,5%, staniała wczoraj w Londynie miedź i po południu jej tona kosztowała 1494 USD. Uczestnicy rynku zareagowali w ten sposób na kolejne spadki kursów na światowych giełdach i wiadomość o znacznie słabszym niż prognozowano wzroście produkcji w Stanach Zjednoczonych.