Ropa naftowa i miedź wczoraj od rana taniały, ale też we wtorek wieczorem ich ceny dość ostro, bo o ponad 1%, poszły w górę po gwałtownym odbiciu na nowojorskich giełdach akcji. Złoto zaś w Londynie zdrożało, bo po tym, jak europejskie giełdy znowu sprawowały się wczoraj słabo, zaczęły je kupować fundusze.
Cena ropy naftowej spadła też w wyniku informacji American Petroleum Institute o niespodziewanym wzroście zapasów paliwa w Stanach Zjednoczonych. Zapasy benzyny zwiększyły się o 194 tys. baryłek, podczas gdy analitycy spodziewali się ich spadku o 1,5 mln baryłek. W tej sytuacji jedynie wciąż realna groźba wojny w Iraku zapobiegła większemu spadkowi cen.
Dostawy ropy nadal jednak są duże i dopóki wojny nie będzie, cena może spaść jeszcze o 1,5 USD.
Wczoraj po południu na londyńskiej giełdzie naftowej za baryłkę ropy gatunku Brent z dostawą we wrześniu płacono 25,31 USD, a więc prawie o 0,9% mniej niż na wtorkowym zamknięciu.
Miedź kosztowała wczoraj po południu 1498 USD za tonę, a więc tylko o dolara, czyli 0,07%, mniej niż we wtorek wieczorem. Rynek miedzi charakteryzuje duża wyprzedaż i każda dobra informacja, a taką jest dla tego metalu wzrost kursu akcji, powoduje zwyżkę jego ceny. Dopóki jednak nie będzie oznak wyraźnego ożywienia gospodarczego na świecie, cena miedzi nie odnotuje poważniejszych wzrostów. Z technicznego punktu widzenia silny opór znajduje się na poziomie 1520.