Otwarcie piątkowej sesji wypadło umiarkowanie optymistycznie. Było to efektem porannych wzrostów na większości giełd europejskich oraz dziesięciopunktowego wzrostu naszego rynku terminowego od czwartkowego zamknięcia. Kilkunastominutowe osłabienie po otwarciu zmieniło się w dynamiczny wzrost za sprawą popytu na duże spółki: Pekao, KGHM, TP SA, PKN, Prokom, które są tradycyjnymi ulubieńcami inwestorów instytucjonalnych. Zrodziło to nadzieje, że ożywienie obserwowane w mijającym tygodniu na największych rynkach zagranicznych zawita również na parkiet warszawski. Niestety, za sprawą spadku pochodnych na indeksy amerykańskie i osłabienia na giełdach zachodnioeuropejskich nadzieje te zostały szybko rozwiane. Popyt na akcje wyraźnie się cofnął i w drugiej części sesji rynek spadł w okolice czwartkowego zamknięcia. Kilkudziesięciominutowe ożywienie okazało się więc przedwczesnym sygnałem. Obawy o spadki znoszące ostatnie wzrosty na rynkach zagranicznych były dominującym czynnikiem kształtującym koniunkturę na naszym rynku w ostatnich dniach, silniejszym od obaw o publikowane wyniki kwartalne spółek. Spadek o 2,5% w ujęciu tygodniowym pokazuje, że nasz rynek wypadł bardzo słabo w porównaniu z rynkami zagranicznymi, które zanotowały kilkuprocentowe wzrosty. Obecnie nie ma czynników lokalnych, które mogłyby zachęcić inwestorów o zasobniejszych portfelach do odważniejszego angażowania się w akcje na GPW. Szansy na poprawę koniunktury na naszym rynku należy upatrywać w utrwaleniu się optymizmu na giełdach zagranicznych, co jest obecnie dosyć prawdopodobne.