Na koniec pierwszych 6 miesięcy br. z prywatyzacji do budżetu trafiło 677,3 mln zł. Tymczasem plan na cały rok to 6,6 mld zł. Sprzedaż majątku Skarbu Państwa przebiegała wyjątkowo słabo zwłaszcza w II kwartale. Dochody prywatyzacyjne między końcem marca a końcem czerwca wyniosły 55,4 mln zł. Tymczasem z dokumentów Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że tegoroczne zapotrzebowanie budżetu na prywatyzowany majątek to 18,69 mld zł.
Rząd nie ma pomysłu
- Osiągnięcie 18 mld zł jest nierealne. Wielkim sukcesem byłoby uzyskanie 30-40% tej kwoty - mówi Adam Noga, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Według niego, spowolnienie procesu to efekt dekoniunktury gospodarczej na świecie i brak spójnego programu prowadzenia prywatyzacji.
- Rząd ambitnie chciał opracować taką koncepcję, ale w praktyce okazało się to trudne. Dłużej nie można czekać, bo pod koniec roku mogą być problemy z finansowaniem budżetu - mówi Adam Noga. Podobnego zdania jest Richard Mbewe, ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. - Politycy nie bardzo wiedzą, co dalej robić z prywatyzacją: czy ma ona służyć tylko finansowaniu deficytu budżetowego, czy też być narzędziem restrukturyzacji gospodarki.
Według Macieja Grabowskiego, wiceprezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, wolna prywatyzacja nie powinna dziwić, bo takie jej prowadzenie wynika z programów sektorowych przyjętych przez Radę Ministrów. Według niego, za wcześnie jest, by mówić o porażce całorocznego planu wpływów ze sprzedaży państwowych firm. - Dzięki kilku transakcjom można go przekroczyć. Ale na pewno nie uda się nazbierać 6 mld zł z małych przetargów prywatyzacyjnych - ocenia M. Grabowski.