Reklama

Nierealne 18 miliardów

Opóźnienie procesu prywatyzacji może być celowe, a wolniejsza sprzedaż sprzyja wymianie kadr w państwowych firmach - uważają niektórzy ekonomiści. Według nich, wielkość wpływów po I półroczu nie przesądza o porażce planu zapisanego w budżecie, bo wystarczy przeprowadzić kilka dużych transakcji, aby go zrealizować.

Publikacja: 14.08.2002 08:52

Na koniec pierwszych 6 miesięcy br. z prywatyzacji do budżetu trafiło 677,3 mln zł. Tymczasem plan na cały rok to 6,6 mld zł. Sprzedaż majątku Skarbu Państwa przebiegała wyjątkowo słabo zwłaszcza w II kwartale. Dochody prywatyzacyjne między końcem marca a końcem czerwca wyniosły 55,4 mln zł. Tymczasem z dokumentów Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że tegoroczne zapotrzebowanie budżetu na prywatyzowany majątek to 18,69 mld zł.

Rząd nie ma pomysłu

- Osiągnięcie 18 mld zł jest nierealne. Wielkim sukcesem byłoby uzyskanie 30-40% tej kwoty - mówi Adam Noga, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Według niego, spowolnienie procesu to efekt dekoniunktury gospodarczej na świecie i brak spójnego programu prowadzenia prywatyzacji.

- Rząd ambitnie chciał opracować taką koncepcję, ale w praktyce okazało się to trudne. Dłużej nie można czekać, bo pod koniec roku mogą być problemy z finansowaniem budżetu - mówi Adam Noga. Podobnego zdania jest Richard Mbewe, ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. - Politycy nie bardzo wiedzą, co dalej robić z prywatyzacją: czy ma ona służyć tylko finansowaniu deficytu budżetowego, czy też być narzędziem restrukturyzacji gospodarki.

Według Macieja Grabowskiego, wiceprezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, wolna prywatyzacja nie powinna dziwić, bo takie jej prowadzenie wynika z programów sektorowych przyjętych przez Radę Ministrów. Według niego, za wcześnie jest, by mówić o porażce całorocznego planu wpływów ze sprzedaży państwowych firm. - Dzięki kilku transakcjom można go przekroczyć. Ale na pewno nie uda się nazbierać 6 mld zł z małych przetargów prywatyzacyjnych - ocenia M. Grabowski.

Reklama
Reklama

Niewiele do sprzedania

Z założeń prywatyzacji poszczególnych branż wynika, że Skarb Państwa chce najpierw przeprowadzić restrukturyzację części przedsiębiorstw. W niektórych przypadkach zamierza łączyć je w grupy.

W czyste intencje rządu nie wierzy m.in. Michał Górzyński z Fundacji CASE. Według niego, reorganizacja w dużych, państwowych firmach ma służyć przede wszystkim wymianie kadr. Zwraca uwagę, że w wynikach badań opinii społecznej widać coraz większe poparcie dla renacjonalizacji. Politycy biorą to pod uwagę, stąd w dyskusji nad prywatyzacją jest coraz więcej populizmu.

Dla Adama Nogi dodatkowym czynnikiem osłabiającym prywatyzację jest też jej duże tempo w poprzednich latach. - Trzeba pamiętać o tym, że niewiele majątku zostało do sprzedania, a rząd ma coraz mniejsze pole interwencji w gospodarkę. Prywatyzacja to mocny element polityki przemysłowej. Dzięki niej politycy mogą wpływać na pewne układy. Nie zawsze najważniejsze jest, za ile się sprzeda. Istotne jest także to, komu i na jakich warunkach - mówi wiceprezes PTE.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama